Szpej podróżnika: kurtka Helikon-Tex Wolfhound

Lekką kurtkę Wolfhound polskiej marki Helikon-Tex testuję już od ponad roku – głównie w chłodniejsze wiosenne i jesienne dni, ale i zimą, gdy temperatura nie spada dużo poniżej zera i nie przesiadam się jeszcze na kurtkę stricte zimową. A w jaki sposób ją testuję? Po prostu używam jej na co dzień: dom, praca, zakupy, spotkania ze znajomymi, ale i również podczas wyjść w teren: wypady w góry czy do lasu. To wszystko tworzy mozaikę, która pozwoliła mi kurtkę przetestować w rozmaitych warunkach. Bywało, że mocno wiało, bywało że prawdziwa ulewa zaskakiwała mnie z dala od jakiegokolwiek schronienia nad głową. Ale też korzystałem z niej przy lekkiej mżawce, przy lekkich przymrozkach i w trakcie całkiem ciepłych słonecznych dni. Czas więc zebrać te doświadczenia w jedno większe podsumowanie.

Niepozorna kurtka

Pierwsze wrażenia po wzięciu kurtki Wolfhound do rąk są mieszane. Po wyjęciu jej z worka, w którym była skompresowana do naprawdę niewielkich rozmiarów, można zacząć wstępnie oceniać „na oko” jej potencjał. Na początku jej rozmiary mogą budzić pewne wątpliwości, jeśli chodzi o możliwości zapewnienia odpowiedniego komfortu termicznego. Kurtka jest po prostu dość cienka. Zarazem wierzchni materiał zdaje się wiotki, jakby miał rozedrzeć się przy nieco mocniejszym szarpnięciu. Nie lubię jednak oceniać po samym tylko wyglądzie i rzecz jasna założyłem kurtkę… by nosić ją przez kolejne długie miesiące. Może nie bez przerwy, ale jednak. To i tak wystarczająco dużo, aby sporą ilością doświadczeń z Wolfhoundem zyskać.

Z pola walki

Wiele długich tygodni z Wolfhoundem na plecach w dni o wątpliwej aurze: wietrznej, deszczowej, pochmurnej, chłodnej, rozwiało moje wątpliwości. Nie jest to ani kurtka wiotka (zero uszkodzeń przez cały okres użytkowania), ani kurtka nie nadająca się na zimne dni (oferuje odpowiedni komfort cieplny, dzięki wysokiej klasy izolacji CLIMASHIELD). Co prawda kurtka ta nie jest przeciwdeszczowa i bez odpowiedniej dodatkowej warstwy odzienia może przemoknąć, ale nawet wówczas zachowuje ona dobre własności termiczne. Nic jej nie mogę zarzucić pod tym względem, a wręcz mogę potwierdzić, że przy zachowaniu dużej kompaktowości, potrafi dobrze „grzać” właściciela.

To, co mnie w niej bardzo cieszy, oprócz powyższych jakże ważnych cech, to również sam projekt, w tym dobre rozmieszczenie kieszeni. Oprócz dwóch zapinanych na wysokości pasa, są dwie na wysokości piersi, z czego jedna z dostępem możliwym od zewnętrznej strony kurtki, podczas gdy druga schowana jest w jej wnętrzu, z możliwością dostania się do niej od środka, po rozpięciu głównego zamka kurtki. Choć taka asymetria może wydawać się na początku nieco dziwna, to jednak jest ona przemyślana – bowiem w ten sposób możemy rozdzielić przenoszone drobne rzeczy na te bardziej potrzebne i dostępne „pod ręką”, oraz na te, które powinniśmy lepiej schować przed światem zewnętrznym, np. rzeczy cenniejsze. Dla mnie to świetne rozwiązanie, z którego nieustannie korzystam. Co ważne, wbrew pozorom i wbrew pierwszym wrażeniom, kieszenie są pojemne i można w nich całkiem sporo zmieścić, bez upychania tego na siłę. Trzeba być przy tym oczywiście świadomym, że wypchane na maksa kieszenie będzie po prostu bardziej widać z zewnątrz. Ale to chyba naturalne. A jednocześnie warto zwrócić uwagę, że wówczas gdy jest potrzeba przenoszenia sporej ilości drobnego szpeju to w przypadku Wolfhounda nie ma z tym najmniejszego problemu.

W kurtce cieszy mnie również zwężenie rękawów, wykonane zresztą z miękkiego, przyjemnego w dotyku materiału. Sprawia ono, że kurtka lepiej przylega do nadgarstków, a przez to nie pozwala chłodnemu powietrzu dostać się do środka, dzięki czemu lepiej izoluje nas od czynników zewnętrznych. Przydatne w tym celu okazują się również schowane pod dolną krawędzią kurtki ściągacze, które pozwalają zwężać kurtkę na wysokości pasa do wymaganych przez nas rozmiarów.

Dla niektórych ciekawostką, a dla innych ważną rzeczą może być panel velcro na lewym ramieniu, wykonany z miękkiego materiału. Można go wykorzystać do personalizacji swego odzienia – doczepienia symboli identyfikacyjnych (np. narodowych), czy grupy krwi. Osobiście czasem z niego korzystam, choć i bez niego kurtka miałaby dla mnie taką samą wartość, jak obecnie.

Odrobina malkontenctwa

Choć Wolfhound szybko stał się moją ulubioną wiosenno-jesienną kurtką i jestem z niej niesamowicie zadowolony to nie znaczy, że nie dostrzegam jej wad. Wręcz przeciwnie, są rzeczy, do których się przyczepię, choć nie są to rzeczy wielkie. To, co najbardziej boli, to… brak odpowiedniego oczka do wieszania kurtki na haczyku. Niby taka drobnostka, niby chodzi o niewielki kawałek materiału, a właśnie jego brak użytkownik odczuwa najbardziej. Kolejną sprawą jest niski kołnierz, co dla osoby takiej jak ja – przyzwyczajonej do kurtek z wysokim kołnierzem – było sporym zaskoczeniem. Wymusza to użycie lekkiego szalika lub komina przy gorszej pogodzie, jeśli nie chcemy, aby ciepłota ciała uciekała nam przez szyję. Podobne odczucia mam względem braku kaptura, trzeba więc głowę chronić wspomagając się dodatkowymi elementami odzieży. Nie są to oczywiście zarzuty wielkiej wagi, ale warto o nich wspomnieć, a zarazem nie wynikają one z błędów konstrukcji, co po prostu z założeń projektowych, które mojej osobie niekoniecznie odpowiadają.

Summa summarum

Ostatecznie jednak te kilka minusów Wolfhounda, jakże zresztą niewielkich, nie jest w stanie przyćmić dobrej oceny tej kurtki w moich oczach. Ma ona wiele ważnych dla mnie zalet: jest bardzo ciepła jak na swoje rozmiary i stosunkowo niewielką grubość ociepliny CLIMASHIELD, a zarazem lekka i bardzo kompaktowa. Może ona służyć jako wierzchnia warstwa odzieży zarówno jesienią, jak i wiosną, a nawet i zimą. W skrajnie zimne dni kurtka ta może stanowić jedną z docieplających warstw naszego odzienia (np. pod grubszą kurtką zimową).

Jak już wspomniałem wcześniej, to jedna z moich ulubionych kurtek. Patrząc na jakość wykonania i to jak wygląda po ponad rocznym intensywnym użytkowaniu, jestem skłonny założyć, że posłuży mi ona przez kolejnych kilka sezonów. I oby tak było, bo niechętnie się z nią rozstanę.


Kurtkę Wolfhound można zakupić w sklepie producenta:


 

PLUSY:

+ na piersi dwie kieszenie: jedna na zewnątrz, jedna wewnątrz kurtki
+ ciepła (nawet gdy zmoknie), dzięki ocieplinie CLIMASHIELD APEX
+ lekka i zajmująca niewiele miejsca (z workiem kompresyjnym w zestawie)
+ cienka
+ zwężane rękawy z przyjemnego materiału
+ ściągacze do zwężania kurtki na wysokości pasa

MINUSY:

– brak kaptura
– niski kołnierz
– brak oczka do zawieszania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *