„Rojst” (reż. Jan Holoubek)

“Rojst” to serial powrotów. Nie tylko powrotów do smętnej, choć budzącej u niektórych osób nostalgię rzeczywistości, ale i powrót dobrego aktorstwa. Piotr Fronczewski, w dość nietypowej, lecz wyśmienicie odegranej roli, czy Andrzej Seweryn na porównywalnie wysokim poziomie to tylko wstęp do dłuższej listy. A do tego wszystkiego cała ta piękna scenografia. Piękna nie ze względu na uroki PRL-owskiej rzeczywistości, lecz piękna w wiarygodnym jej odzwierciedleniu. Bo sama w sobie jest dość ponura.

“Rojst” nie jest jednak produkcją przybijającą. Nie wprawia w zły nastrój, lecz intryguje fabułą, wciągając widz w kryminalną grę podejrzeń i domysłów. Nieraz człowiek na tej ścieżce może zabłądzić, ale o to chodzi w całej tej zabawie. “Rojst” bawi się z widzem różnymi wątkami, aby i on równie dobrze się bawił. Od początku do końca…

…i nie zgodzę się z opiniami niektórych, że w finale tej historii za mało przytupu. Wręcz przeciwnie: przez brak nadmuchanego hollywoodzkiego przytupu ta historia jest wiarygodna. Godna PRL-owskich czasów i doskonała dla widza łaknącego dobrego, oryginalnego serialu. Jest to więc zakończenie, jakiego “Rojst” jest godzien.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *