Sztuka przetrwania w podróży

Ciasny kokpit awionetki drży, wpadając w nieprzyjemne wibracje. Czyżby maszyna rozpadała się jeszcze w trakcie lotu?

Raczej nie ma to w tej chwili dla mnie większego znaczenia. Niewielki samolot już od dłuższej chwili traci na wysokości, co gorsza, robi to w zupełnie niekontrolowany sposób. Sylwetka maszyny nieubłaganie zbliża się do koron drzew porastających równinę otoczoną szczytami górskimi i tylko fakt, że zostało jeszcze kilkaset metrów w dół, daje mi chwilę na złapanie oddechu. Krótkiego oddechu.

Krajobraz, jaki stworzyła natura dookoła, jest przepiękny. Jednocześnie perspektywa, jaka rysuje się przede mną w ciągu najbliższych kilku minut… tragiczna. Bowiem zielone korony drzew tylko pozornie stanowią miękką i bezpieczną kołdrę wykonaną z liści. To z całą pewnością będzie nieprzyjemne lądowanie. Bardzo nieprzyjemne.

Twarde jak cholera.

Nie ma co czekać, aż kadłub samolotu zacznie intensywniej nurkować i głaskać swoim poszyciem o szczyty drzew, trzeba postawić krok przed siebie i skoczyć… by po kilku sekundach wypuścić z plecaka długą tkaninową kiszkę. Na szczęście spadochron otworzył się prawidłowo i obszerna czasza nabrała powietrza, hamując tym samym szybkie i bezwładne spadanie mojego ciała.

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Tomasz Merwiński (@tmerwinski)


Twarde lądowanie

To tylko jeden z miliona scenariuszy, który może przydarzyć się, czy to podczas podróżowania w odległe zakątki świata, czy to nawet w trakcie zwiedzania Polski, bądź na bliskim wypadzie niedaleko poza dom. Nie przewidzimy wszystkiego. Nie przygotujemy się na każdą ewentualność. Ale najważniejsze, by radzić sobie bez względu na sytuację, w jakiej się znalazło.

To może być podróż lotnicza, autokarowa, kolejowa, samochodowa, rowerowa, piesza… To może być wypadek, nagłe pogorszenie pogody, zejście lawiny, albo nawet zgubienie się w wyniku ucieczki przed różnymi zagrożeniami, choćby niebezpiecznymi ludźmi, bądź nieprzewidzianymi sytuacjami społeczno-politycznymi.

Dlatego warto sięgać po odpowiednią wiedzę.


 

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Tomasz Merwiński (@tmerwinski)

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Tomasz Merwiński (@tmerwinski)


Podstawowe szkolenie surwiwalowe nie jest czymś, co z człowieka uczyni boga przetrwania. Ale z pewnością odblokuje jego myślenie i nakieruje je na odpowiednie tory, dając wiedzę o tym, jak w trudnych warunkach rozpalić ogień, mając dosłownie minimum sprzętu we własnej kieszeni (tj. nóż i krzesiwo). Okazuje się nagle bowiem, że tampon, który znalazł się w naszym plecaku to nie tylko doskonały sposób na zatamowanie krwotoku, czy opatrzenie rany, ale i przydatne paliwo do rozpalenia ognia przy pomocy kilku iskier. Trzeba tylko oczywiście go najpierw odpowiednio przygotować, ale do tego wystarczą nasze palce. Co ciekawe, ten sam tampon przyda się również do przefiltrowania brudnej wody pozyskanej z zamulonego oczka wodnego. Jak widać: mała, prosta, niepozorna rzecz o wielu zastosowaniach. I to nie są sztuczki MacGyvera.

Podobnie rzecz ma się w przypadku chusteczki higienicznej. Okazuje się również, że przy pomocy tego, co znajdujemy w polskim lesie (choć pewnie nie tylko polskim), można zrobić linę, dzięki której zbudujemy prosty szałas niezbędny do przetrwania kilku nocy. Wygrzebana z plecaka butelka plastikowa zastąpi nam naczynie, także podczas gotowania wody… bezpośrednio w płomieniach ogniska. Choć, co ciekawe, wodę można zagotować również i przy wykorzystaniu… nieprzemakalnej kurtki. Tak, to nie science-fiction, to niecodzienna wiedza zapewniająca możliwość przetrwania w ekstremalnych sytuacjach.

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Tomasz Merwiński (@tmerwinski)


Wszystkiego tego uczę się na żywym organizmie. Owszem, na szkoleniu jestem ze świadomością, że w każdej chwili mogę bezpiecznie wrócić do domu, lecz mimo wszystko mam namiastkę tego, co może się wydarzyć. Nie ma bowiem spania w ciepłym hotelu, lecz przy ognisku, które się własnoręcznie rozpaliło, a do tego pod dachem, który się samemu postawiło. To ważne elementy przetrwania, bo nocą temperatura dookoła mnie spada niemal do -10°C. Nie wyśpię się. Ale też nie zamarznę na śmierć.

Nie jest łatwo, gdy ręce trzęsą od przenikliwego zimna, a po całej dobie nauki, po kolejnych poszukiwaniach paliwa do ogniska i krzesania iskier, już od dawna jest pusto w żołądku. Ale jak się najlepiej nauczyć przetrwania, jeśli nie właśnie w takich warunkach? Czując namiastkę tego wszystkiego na własnej skórze? Im gorsze warunki, tym mniej mnie później zaskoczy. Bo będę przygotowany. To prosta myśl, której się trzymam.

 

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Tomasz Merwiński (@tmerwinski)

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Tomasz Merwiński (@tmerwinski)


Są jeszcze zajęcia z psychologii przetrwania, nawigacji w terenie, sposobów sygnalizacji za dnia i w nocy, czyszczenie ryby na przenikliwym mrozie. Jest wszystko to, co do przetrwania w kryzysowej sytuacji jest niezbędne. To nie gwarantuje sukcesu “w razie co”. Ale bez wątpienia zwiększa szanse na jego osiągnięcie. A stawką może być nie tylko zdrowie, ale i życie.

Tym razem przetrwałem, w końcu to było tylko szkolenie. A zarazem bardzo zimny weekend.

I jednocześnie wartościowy.


W szkoleniu wziąłem udział dzięki uprzejmości firmy Helikon-Tex:


Przeczytaj też:

Jeśli interesuje Cię odpowiednie przygotowanie się do podróży, być może zainteresuje Cię również sprzęt podróżniczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *