Agencje wywiadowcze to jedne z najlepiej funkcjonujących instytucji państwowych – w końcu od nich przecież zależy w znacznej mierze bezpieczeństwo państwa. Są profesjonalne, zatrudniają i wypuszczają w świat prawdziwych zawodowców. Korzystają z najbardziej zaawansowanego sprzętu i sięgają po najbardziej zaawansowane techniki. No chyba, że są to “Kulawe konie”.
A “Kulawe konie” to nic innego, jak serial szpiegowski o kulawych, tj. wybrakowanych agentach jednej z komórek brytyjskiego MI5. Niekoniecznie więc będzie tu nowoczesny sprzęt, ludzie o aparycji i elegancji Jamesa Bonda, czy kunsztowny brytyjski styl i kultura. Może być trochę brudno, niekiedy i śmierdząco, a bardzo często po prostu koślawo. A nawet nie jedynie “może”, co “z pewnością” tak będzie. Ale w tym syfie jest jakaś metoda – nie tylko na serial, który bawi, ale i na wykonanie misji. Może nie w spektakularny sposób, może nie efektownie, ale jednak… skutecznie.
I wszystko to odbywa się w brytyjskiej otoczce, z barwnymi postaciami i przy mniej lub bardziej pokręconej fabule. Z aktorami klasy Garyego Oldmana. Z przymrużonym okiem, a niekiedy dwoma. Czy to dobre? Nie wybuchałem przy tym regularnie śmiechem, a “jedynie” się niekiedy uśmiechałem. Ale trzeba przyznać, że “Kulawe konie” to nie kulawy serial – on wciąga i bawi “pełnosprawnie”.
Przeczytaj też:
Lubisz się pośmiać? To sprawdź komedię wakacyjną mojego autorstwa!
A może wolisz zobaczyć stolicę Wielkiej Brytanii w lepszej odsłonie? Sprawdź najlepsze muzea w Londynie.


