Niemłody już film “Podróż za jeden uśmiech” to podróż na wielu płaszczyznach, bowiem jest to podróż nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Nie tylko podróż przez Polskę, od południa, aż po jej północny kraniec… Jest to również podróż historyczna, do czasów już dawno minionych. I podróż sentymentalna, do naszego dzieciństwa. Nawet jeśli fabuła “Podróży za jeden uśmiech” nie toczy się faktycznie w latach naszego dzieciństwa. Bo to akurat nie musi być ważne.
A co jest ważne? Dziecięca beztroska i przygoda. Nie pełna niebezpieczeństw, co raczej przygód widzianych i rozumianych z dziecięcej perspektywy – raczej lekkich, nawet jeśli momentami zawadiackich, jak charakter jednego z głównych bohaterów. Takich, jak przygodny nocleg, czy dołączenie do przypadkowo napotkanej innej zorganizowanej grupy dzieciaków, bądź wreszcie przejażdżka autostopem. Owszem, jest to obraz nieco upiększony, zarówno pod kątem samej fabuły, jak i pod kątem środowiska – w rzeczywistości wszak PRL lat ‘70 nie był krajem bez trosk, mlekiem i miodem płynącym. Ale też trochę tak wyglądają nasze prawdziwe wspomnienia z dzieciństwa – są odarte z negatywnych emocji, pięknieją z czasem, nabierają mocy, stają się bardziej szalone. Takie, jak przygody Dudusia i Poldka. Przygody, o których niejedno dziecko swego czasu zamarzyło.
“Podróż za jeden uśmiech” to film, który może i jest stary, ale pod wieloma względami się nie zestarzał. Bo wciąż może bawić – i starych, i młodych. Bo wciąż pozwala przeżyć (wraz z bohaterami) niezwykłą młodzieżową przygodę. Bo daje szansę poczuć ducha wakacyjnego szaleństwa i wyruszyć w podróż, w którą nigdy w tak młodym wieku byśmy się wyruszyć nie odważyli. Choć dziś, oglądając ten film, wydawać się nam może, że takie właśnie rzeczy robiliśmy lub chociaż powinniśmy robić w dzieciństwie. A tymczasem pozostało nam jedynie ich “wspominanie”… ale na ekranie.
Przeczytaj też:
Szukasz wakacyjnej przygody? Sięgnij po wakacyjną książkę komediową pt. „Bezdech tropików”.


