Po co jechać w miejsce, w którym nic nie ma? W którym wiatr rozwiewa pustkę, sypiąc piaskiem w oczy podróżnika, a w ciągu dnia doskwiera nadmiar słońca? Gdzie nie ma życia – przynajmniej na pierwszy rzut oka? W miejsce, które jest monotonne jak… Sahara?
Te pytania można zadawać sobie, zanim tam się było. Ale dla każdego, kto był w miejscach takich, jak chociażby Erg Chebbi (Irk Asz Szabbi), takich pytań już nie ma. Owszem, mogą pojawić się inne rozważania… ale przede wszystkim pojawiają się wspomnienia.

Sahara w Maroku
Nim jednak owe wspomnienia wyryją się w naszej pamięci, trzeba dać swoim zmysłom odpowiedni bodziec. Lecz aby ten bodziec dać – wpierw należy do Sahary dotrzeć. A wbrew pozorom w Maroku nie jest to takie proste. Bo nie całe Maroko Sahara pokrywa, jakby mogło się wydawać osobom co mniej obeznanym z geografią. Choć przecież mówimy o największej gorącej pustyni świata, mającej ponad 9 mln kilometrów kwadratowych powierzchni! I choć jej piaski sięgają do brzegów Morza Śródziemnego (nie wspominając o wiatrach, które potrafią przenieść jej piaski do Europy, w tym i Polski) to jednak nie całą Północną Afrykę pokrywają. W Maroku natura postawiła ścianę, która oddziela północną część kraju od bardziej pustynnej części południowej. A ścianą tą są Góry Atlas.


Dlatego by do Sahary dotrzeć, trzeba najpierw przebyć długą drogę. Wpierw, rzecz jasna, trzeba dotrzeć do samego Maroka, lecz i później… czeka nas przeprawa choćby przez Przełęcz Tizi n’Tichka, a później jeszcze długa, długa droga ku granicy z Algierią. Tam z autobusu należy przesiąść się do nieco lepiej terenowo przystosowanego pojazdu – na auto offroadowe. A jeszcze dalej na środek komunikacji JESZCZE LEPIEJ przystosowany do tutejszych warunków. Na wielbłądy. A po drodze jeszcze warto zawitać do beduińskiego namiotu, by napić się z jego mieszkańcami gorącej herbaty.




Erg Chebbi, Maroko przy granicy z Algierią
Jak wspomniałem wcześniej, jednym ze sposobów na zawitanie do pięknego kawałka Sahary, jest wyruszenie ku granicy Maroka z Algierią. Tu właśnie leży Erg Chebbi, po którego wydmach miałem przyjemność wędrować. Nie jest to oczywiście jedyny erg w Maroku, a sam erg… no właśnie, cóż oznacza ta nazwa? Warto wiedzieć, że erg to po prostu pustynia piaszczysta z masami lotnego piasku, bo i pamiętać musimy, że nie każda pustynia musi być piaszczysta. Są wszak jeszcze na świecie pustynie skaliste, żwirowe, ilaste, słone, czy lodowe. Tu natomiast mamy do czynienia z taką, której charakterystyczną cechą są barchany, czyli znane z filmów lub katalogów turystycznych sierpowate wydmy. Już pojedyncze mogłyby zrobić wrażenie swą wielkością, tym jak wznoszą się wysoko, na nawet 150 metrów wzwyż, usypane jedynie siłą wiatru, lecz kiedy owe barchany łączą się w całe struktury ciągnące się na dziesiątki, czy setki kilometrów… to już robi niebywałe wrażenie. Jak misternie malowany obraz – choć tu jest przecież krajobraz, realny widok, a nie jedynie płótno maźnięte kilkunastoma pociągnięciami pędzla. Nie ujmując przy tym artystom malarzom, a jedynie podkreślając, że to, co widzimy, jest zupełnie realne. I piękne. Niesamowicie piękne. Aż patrząc na to zupełnie nie myślisz o tym, że “tam nic nie ma”, czy też że przed nami rozciąga się niebywała pustka. Śmiercionośna przestrzeń, jeśli tylko próbujesz przez nią wędrować bez odpowiedniego przygotowania i wiedzy.



Tak oto Sahara w Maroku, czy raczej jej fragment – Erg Chebbi – pozostawia w oczach i umysłach podróżnika gorące wspomnienia. Można by rzec, że jedne ze wspanialszych, choć przecież widziało się wcześniej na swej drodze – również tu, w Maroku – mniej lub bardziej imponujące zabytki, sięgające swą historią setki lat wstecz. Pamiętające dawne dzieje. Wspaniałe postaci historyczne.


A jednak to natura wygrywa z dziełem człowieka. To jednak malowane przez nią pejzaże okazują się być tak wspaniałe, że niektórzy do Maroka przyjeżdżają głównie po ten właśnie widok. I nie dziwię się temu wcale.
Przeczytaj też:
Jadąc na Erg Chebbi, po drodze zawitaj do Ajt Bin Haddu. Koniecznie!
A może interesują Cię inne pustynne widoki, po drugiej stronie Afryki – czyli Piramidy w Gizie i Wielki Sfinks.


