Bruksela niczym Stalingrad oblężona

Stoję pośród murów Stalingradu, rozglądając się niepewnie i wzrokiem wychwytując nadchodzące z oddali dwie ludzkie sylwetki. Ciemny zarys postaci wraz z każdym krokiem przybliżającym je do mnie, odkrywa kolejne szczegóły obrazu – mundury o wojskowych barwach, pasy i kamizelki taktyczne, ładownice, na głowach berety, a w dłoniach karabiny.

To nie pierwszy patrol, który spotykam w tej okolicy, dlatego widok ten niespecjalnie mnie zaskakuje czy dziwi. Przyzwyczaiłem się do niego. Choć trudno jest przyzwyczaić się do tego w mieście, które przez decydentów ze Starego Kontynentu uznawane jest za centrum europejskiej cywilizacji. W powszechnej świadomości ukazywanej jako wymarzony świat – finansowej satysfakcji i życiowego bezpieczeństwa obywatela. Tak cennego bezpieczeństwa, że aż muszą pilnować je wojskowe patrole.

Stalingrad w Brukseli

Nazwa dzielnicy, w której właśnie jestem, mówi sama za siebie.

Stalingrad.

Potraktujmy to jako symbol, nie jako odzwierciedlenie zniszczeń dokonanych na tym sowieckim mieście. Potraktujmy to jako ironię losu. W końcu jestem w samej paszczy potężnego podmiotu politycznego – samej Unii Europejskiej – mam więc w zasięgu swoich nóg najważniejsze instytucje tej międzynarodowej organizacji politycznej – gmachy o grubych betonowych murach, za którymi przesiadują być może jeszcze bardziej opaśli decydenci z międzynarodowego parlamentu oraz towarzyszących im komisji i agencji.

A tuż obok znajdują się miejsca, które obryzgane zostały krwią niewinnych ludzi umierających w kolejnych zamachach islamskich terrorystów. Miejsca, takie jak Malenbeek, do których „niewierny” nie ma dziś bezpiecznego wstępu. I miejsca, które symbolizują „walkę” Belgów ze światowym terroryzmem – czyli deptak pomalowany przez nich kolorowymi kredkami…

Nie chcę jednak opowiadać o patrolach wojskowych, które są tu codziennością, o jeżdżących pojazdach w kolorze khaki, o miejscach naznaczonych śmiercią, o śladach terroryzmu… Chcę opowiedzieć o mieście, które ma swoją bogatą historię. O mieście, którego historię (jeszcze) widać pod postacią licznych zabytków, pod postacią architektury, pod postacią muzealnych okazów. Chcę opowiedzieć o Brukseli.

Stare Miasto w ponurej osnowie deszczu

Pogoda w stolicy Belgii nie rozpieszcza. Spadające z nieba tłuste krople deszczu obmywają miasto z karmazynowo-burgundowych plam, które pozostały po ofiarach zamachów sprzed około miesiąca, a także z różnokolorowych pastelowych malowideł, które pojawiły się na tutejszym chodniku, drodze i ścianach pobliskich budowli, właśnie w imię walki z terroryzmem. Wymalowany bunt przeciwko agresji, wymalowany pokój i jedność, wszystko co wymalowane – tak liche i nietrwałe, że zmywa to zwykły deszcz.

Czym prędzej zanurzam się w jedną z uliczek, która prowadzi na Wielki Plac (niderl. Grote Markt van Brussel) i wkraczam na przestrzeń, która wbrew swojej nazwie wydaje się być nieco nazbyt przyciasna. Z jednej strony, tak wiele osób kłębi się na bruku, z drugiej zaś strony, tak wiele zabytkowych budowli, ściśniętych obok siebie – jedna obok drugiej, zaraz trzecia, czwarta, a tuż obok kolejna. Całość wygląda tak, że człowiek podświadomie wyczuwa tę ciasnotę. Ale prezentuje się to wszystko nadzwyczaj godnie i okazale, pomimo ponurego deszczu i pomimo tego, że w 1695 roku francuska artyleria obróciła to miejsce w ruinę. Może właśnie to służy Brukseli? Obracanie się w ruinę i wyrastanie od nowa na oczyszczającym deszczu?

Znajdują się tutaj różne budynki, a każdy kolejny piękniejszy od poprzedniego. Nawet wiele z nich ma swoje nazwy: Broodhuis, Stadhuis van Brussel, Le Roy d’Espagne, La Brouette, Le Sac, La Louve, Le Cornet, Le Renard… Trudno to wszystko spamiętać, lepiej więc skupić się na zapamiętaniu nie jak to nazwać, lecz tego, jak to wszystko wygląda. Dlatego wystarczy się po prostu uważnie rozglądać w każdą stronę, czujnie i uważnie, jakby wypatrując jakiegoś niebezpieczeństwa, a jednak przyglądając się pięknu tutejszej architektury. A pośród wszystkiego istna perełka: gotycki Hôtel de Ville z 1459 roku, pełniący dziś funkcję miejskiego ratusza.

A gdy już się człowiek dokładnie rozejrzy wokół siebie, wówczas trzeba stąd po prostu uciec… wyjść z tego tłumu i zanurzyć w jednej z wielu wąskich uliczek Brukseli…

Na Wschód, czy na Zachód?

Stojąc na środku Wielkiego Placu możemy zagłębić się w wąskie uliczki Brukseli, oferujące gamę rozmaitych woni dobywających się z niewielkich restauracyjek kryjących się w ścianach okolicznych budynków. Możemy też powędrować na zachód, ku historycznemu budynkowi Giełdy Brukselskiej (niderl. Beurs van Brussel) i ku kościołowi św. Mikołaja, a nawet i jeszcze dalej na zachód, ku dzielnicy Molenbeek-Saint-Jean, znanej raczej z dość zamkniętej społeczności, która niechętnie spogląda na ludzi posiadających inną wizję świata niż oni sami. Może się więc wydawać, że im bardziej na zachód, tym dalej od bezpiecznej cywilizacji… Dlatego też rozsądniej jest wybrać się trasą na wschód, ku Katedrze Świętego Michała i Świętej Guduli (niderl. Collegiale Sint-Michiels- en Sint-Goedele-co-kathedraal), przy czym najlepiej zrobić to szlakiem prowadzącym poprzez Les Galeries Royales Saint-Hubert, tj. wzdłuż ścieżki na północny-wschód od Wielkiego Placu. Jest to zadaszony, ekskluzywny Pasaż Świętego Huberta, w którym można zaopatrzyć się w brukselskie przysmaki, jakimi są tutejsze wyroby z czekolady, choć bez wątpienia do najtańszych one nie należą. Ale z drugiej strony, czy warto sobie żałować, gdy nie jest wiadome, kiedy ponownie się tutaj zawędruje? Do Brukseli?

Wspomniana już katedra dominuje nad okolicą swą smukłą gotycką sylwetką, pnącą się na wzgórzu Treurenberg. Świątynia ta słynie co prawda z witraży, choćby tych autorstwa Jana Haecka z 1537 i 1538 roku, czy J.B. Capronniera z XIX wieku, jednakże nie brak w niej i innych dzieł. Nawa główna to miejsce osadzenia choćby posągów, apostołów rzeźbionych przez najznakomitszych rzeźbiarzy barokowych z XVII wieku, czy też barokowa ambona z 1699 roku, autorstwa H.F. Verbruggena. Z kolei prezbiterium to XVI-wieczna rzeźba Matki Boskiej Wyzwolicielki oraz renesansowy ołtarz Męki Pańskiej, następnie XVII-wieczny pomnik grobowy książąt brabanckich i XIX-wieczny ołtarz wykonany z pozłacanej miedzi. Wszystko doskonale wkomponowuje się w majestat i klimat tego miejsca.

Katedra Świętego Michała i Świętej Guduli ze względu na swoje położenie stanowi doskonały punkt orientacyjny, od którego można się skierować na południowy-wschód, gdzie z kolei znajduje się Parc de Bruxelles (Warandepark). Park ten sam w sobie być może na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym specjalnym na tle innych… jednak, gdy przyjrzymy się układowi alejek dla spacerowiczów, możemy dostrzec w tym pewien określony wzór. A układ ten przypomina symbol cyrkla, tj. wolnomularski znak wiązany z mądrością, wiedzą, rozumem, twórczymi i aktywnymi siłami Boga oraz człowieka. Najwyraźniej masoneria nie budzi tutaj tak negatywnych skojarzeń i emocji, jak u nas – nad Wisłą.

Po przejściu wzdłuż dowolnego z ramion cyrkla, bądź wzdłuż osi wyznaczanej przez środek pomiędzy ramionami – dotrzemy do neoklasycznej budowli z XIX wieku. Oto strzeżony przez maszerujących tu i ówdzie żołnierzy uzbrojonych w długą broń, Pałac Królewski, rządowy budynek służący do organizacji oficjalnych przyjęć. Znajduje się tutaj również muzeum poświęcone historii belgijskiego rodu, ale i mają miejsce trzy wystawy sztuki współczesnej. Ja jednak idę dalej, szukając kolejnych zabytków Brukseli.

Akcja nad arsenałem

Jest w Brukseli takie miejsce, które naszpikowane jest bronią bardziej niż niejedne koszary, niż niejeden poligon. Czołgi, samoloty, wozy opancerzone, pociski rakietowe, karabiny, strzelby, broń krótka, broń biała… i co tylko można sobie w kategorii „broń” wyobrazić. A miejsce to nazywa się Musée Royal de l’Armée et d’Histoire Militaire, czyli Królewskie Muzeum Sił Zbrojnych i Historii Militarnej. W rzeczy samej, w murach tego charakterystycznego budynku znajdziemy przekrój przez historię wojskowości i przyjrzymy się z bliska zarówno uzbrojeniu średniowiecznego wojaka, XVIII-wiecznym sztucerom, jak i współczesnym karabinom maszynowym. Obejrzymy tu zarówno pierwsze, dość nieporadne jak na dzisiejsze standardy czołgi, ale i współczesne nam Leopardy. Zobaczymy tu i pierwsze, niepozorne samoloty, jak i znacznie bardziej złowrogie maszyny powietrzne. Muzeum jest spore i znajdziemy w nim zarówno eksponaty o niewielkich gabarytach, gabloty zawierające osobiste wyposażenie żołnierza z takiej, czy innej epoki, jak i większe sale, czy nawet hale, bądź kawałek podwórza wypełnione sprzętem większego kalibru. Dosłownie i w przenośni.

To co widzi oko zwykłego przechodnia, to jednak nie wszystko. Jak zasłyszałem od jednego z mieszkańców Brukseli, na terenie Musée Royal de l’Armée et d’Histoire Militaire znajduje się jeszcze jedna ciekawa, niestety ukryta przed oczami zwykłych zwiedzających rzecz. A właściwie nie tyle na terenie, co pod terenem muzeum. Chodzi o istny arsenał broni, o ogromną kolekcję znajdującą się właśnie gdzieś pod ziemią. Belgowie przechowują tu (prawie) każdy rodzaj broni palnej, dzięki czemu można tu prowadzić rozmaitego rodzaju testy balistyczne na różne potrzeby – czy to wojskowe, czy policyjne. Również i operatorzy jednostek specjalnych mogą chociażby osłuchać się z dźwiękami wydawanymi podczas wystrzałów przez poszczególne rodzaje broni, by później w trakcie misji na podstawie słuchu oceniać w co uzbrojony jest wróg…

Jednakże nie pod ziemię mi przychodzi zejść, lecz wjechać na dach muzeum, z którego rozpościera się przepiękny widok na Brukselę. Widok na jej kamienice, na szklane domy instytucji publicznych, na skryte gdzieś za strugą deszczu Atomium, na niesławną dzielnicę Malenbeek…

…i jak echo wracają do mnie słowa z opowieści o muzealnej piwnicy i padają pytania: „…w co uzbrojony jest wróg?”.

Dzielnica Malenbeek nie odpowiada. Malenbeek złowrogo milczy.

Czas wracać do dzielnicy oznaczonej na mapie jako Stalingrad, nim zapadnie zmrok. Brukselskie zaułki nie lubią wędrowców błądzących w ciemnościach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *