Szpej podróżnika: latarka czołowa Bushmen Ranger USB

Planując nocny wypad w teren, bądź po prostu wypad w miejsce, w którym bywa lub jest ciemno, latarka czołowa jest obowiązkowym elementem wyposażenia eksploratora. Jak się jednak okazuje, warto ją mieć nie tylko i wyłącznie wtedy, gdyż nigdy nie znamy dnia ani godziny…

…mi przykładowo uratowała życie (no może nie tak dosłownie), gdy w trakcie nocnej jazdy samochodem, na desce rozdzielczej zapaliła się jedna z kontrolek sygnalizujących awarię. To zapowiadało zaglądanie pod maskę. Owszem, można sobie radzić, chociażby oświetlając niezbędne elementy telefonem, ale wówczas jedną rękę mamy zajętą trzymaniem źródła światła. A niekiedy są takie rzeczy do zrobienia, przy których potrzeba po prostu użyć obu rąk. Czy to podczas nocnego majsterkowania, czy to podczas szukania czegoś w plecaku, czy przy przeglądaniu mapy i poszukiwaniu trasy. Ale i w trakcie nocnej wędrówki, czy eksplorowania ciemnych miejsc (budynków na wyprawie urbexowej, bądź np. jaskiń) po prostu wolne ręce się przydają.

Jak więc widać, motywacji i powodów do używania czołówki Ranger USB marki Bushmen można mieć wiele. Ale jak sprawdza się ona w praktyce?

Pierwsze wrażenia

Po rozpakowaniu czołówki Bushmen Ranger USB pierwsze, co rzuca się w oczy to prostota budowy oraz lekkość urządzenia, z czego to ostatnie już od początku wróżyło wygodne użytkowanie. Za niski ciężar odpowiada plastikowa obudowa, która po przyjrzeniu się z bliska może zdradzać pewne niedociągnięcia – minimalne nierówności w odlewie formy czy ledwo widoczne przetarcia na przeźroczystej osłonie diod LED. Być może perfekcjonista będzie czuł się tym stanem rzeczy zawiedziony, ale fakt jest taki, że detale te nie mają wpływu na samo użytkowanie latarki, szczególnie, że defekty te widać dopiero przy dokładnym przyjrzeniu się obudowie z bliska. Tymczasem korzystając z czołówki w nocy, nosząc ją na głowie, nie ma szans na to, aby tego typu rzeczy dostrzec, czy w jakikolwiek sposób je odczuć. Najważniejsze jest to, jak urządzenie działa.

Pierwsze użycie

Jak wspomniałem we wstępie, pierwsze poważniejsze użycie czołówki Ranger USB miało miejsce podczas podróży autem. To, że miałem ją akurat w kieszeni było dla mnie zbawienne, gdyż nocne zaglądanie pod maskę auta nie było ani niczym, co wówczas planowałem, ani niczym co lubię. Ale sytuacja mnie zmusiła…

…a Bushmen w sytuacji tej wyciągnął do mnie pomocną dłoń. To znaczy auta mi nie naprawił, ale pozwolił kilka rzeczy zweryfikować, bowiem strumień światła o dużej mocy pozwolił mi na swobodne penetrowanie najciemniejszych zakamarków bebechów Forda. Duża moc latarki pozwoliła również na “prześwietlenie” zbiorniczków z różnymi płynami technicznymi, pomimo że wyprodukowane zostały one z dość grubego i “mętnego” tworzywa sztucznego. Nawiasem mówiąc, to właśnie pozwoliło mi znaleźć i usunąć usterkę.

Dalsze testy

Zdarza mi się spędzić noc w lesie, ale nie należę do ludzi, którzy nagminnie sypiają w dziczy. Mi czołówka przydaje się w szczególności przy dwóch rodzajach aktywności: podczas eksplorowania ciemnych komnat (np. na wyprawach urbexowych) oraz w trakcie nocnej wędrówki szlakami turystycznymi (głównie górskimi i leśnymi). No i z racji, że Ranger USB od początku mi towarzyszy niemal w każdym wyjściu z domu, czekając zawsze na swoją kolej w kieszeni spodni albo kurtki, czasem przydaje się w sytuacjach awaryjnych. W każdym z tych zadań Ranger USB spisał się na piątkę z plusem – zarówno na otwartych przestrzeniach, podczas oświetlania trasy pieszej wędrówki, jak i w zamkniętych pomieszczeniach. Za każdym razem strumień światła był na tyle szeroki i na tyle mocny, że gwarantował mi bezpieczne chodzenie “po ciemku”.

Warto jednak zauważyć, że Ranger USB ma kilka trybów świecenia o różnej mocy (a więc i różnej wytrzymałości baterii, a raczej: wbudowanego akumulatora). Na moje potrzeby zazwyczaj w zupełności wystarczały tryby o mocy 10% (16 lumenów) i 30% (48 lumenów), rzadziej potrzebowałem oświetlenia o mocy 100% (160 lumenów). Ciężko mi powiedzieć, czy deklarowany przez producenta zasięg 77 metrów jest zgodny z rzeczywistością, ale też nie miałem takiej potrzeby. Raczej czołówka zwykła mi służyć do oświetlania sobie drogi na kilka czy kilkanaście metrów przede mną, niż do nocnej obserwacji odległych punktów. Do głębszej penetracji ciemności wolę użyć mocnej latarki ręcznej. Choć i sam Ranger USB radzi sobie dobrze, gdyż snop światła na maksymalnej mocy jest wciąż bardzo jasny nawet na przynajmniej 20 metrach (a spokojnie dociera i znacznie dalej), co pozwala bardzo dobrze oświetlić np. podziemny korytarz na całej jego długości.

Jednym z trybów latarki jest nadawanie sygnałów S.O.S. za pomocą strumienia światła o maksymalnej mocy (tj. 160 lumenów) i sądząc po blasku, jaki urządzenie daje, podejrzewam, że taki strumień światła jest widoczny z daleka. Oby jednak nie było realnej potrzeby testowania tej funkcji, aczkolwiek bez wątpienia dobrze, że taka jest dostępna.

Następne tryby to rozproszone światło białe (40 lumenów) oraz delikatne światło czerwone (5 lumenów). Ten ostatni jest wystarczająco subtelny, aby można było wykonywać pewne czynności w sposób skryty, niezauważalny z odległości, a zarazem gdy potrzebujemy jednak coś przy delikatnym świetle wykonać – nie będzie tutaj takiego problemu. W grę wchodzi chociażby odczytywanie mapy, choć trzeba pamiętać, że przy tak nikłym świetle będziemy potrzebowali chwili, aby dostosować wzrok do natężenia oświetlenia. Co prawda w trybie tym drogi sobie za bardzo nie oświetlimy, ale już na samej drodze może się on okazać przydatny. Mowa oczywiście o drodze, po której poruszają się auta, gdyż przełączając na tryb pulsującego czerwonego światła (40 lumenów) możemy stać się lepiej widoczni dla kierowców, co zwiększa nasze bezpieczeństwo podczas poruszania się poboczem.

Co ponadto?

Wszystkie wspomniane powyżej tryby przełączane są za pomocą jednego tylko przycisku na górnej części obudowy – za pomocą kliknięcia lub przytrzymania go wciśniętego przez 2 sekundy. Ktoś może uznać, że to całkiem wygodne i ułatwia to obsługę urządzenia, w moim odczuciu jednak mogłyby być przynajmniej dwa przyciski, aby jeszcze szybciej i jeszcze łatwiej przełączać się na pożądane tryby świecenia. Z kolei dobrym rozwiązaniem jest prosty mechanizm ustawiania kąta nachylenia lampki, co jest i wygodne, i przydatne. Jako kolejny atut wymienię wbudowany w czołówkę akumulator o pojemności 1600 mAh oraz możliwość ładowania latarki za pomocą popularnego portu USB. Oczywiście ktoś może zarzucić temu rozwiązaniu problem w przypadku rozładowania się latarki w trakcie jej użytkowania, ale ja akurat należę do ludzi, którzy i tak zazwyczaj noszą ze sobą awaryjne zasilanie pod postacią powerbanka (którego mogę użyć do podładowania kilku różnych urządzeń), więc dodatkowy zapas baterii w kieszeni byłby tylko zbędnym obciążeniem. Zarazem wychodzę z założenia, że prostsze jest każdorazowe doładowanie akumulatora przed wyjściem z domu, niż zastanawianie się, czy wymienna bateria ma jeszcze wystarczająco mocy i czy nie lepiej zabrać ze sobą coś w zapasie.

Podsumowanie

Nie stwierdzę, czy Ranger USB jest czołówką do zadań specjalnych, ale podczas terenowych wędrówek czy eksploracji budynków sprawdzi się dobrze. Jest lekka, wygodna w przenoszeniu na głowie oraz w użytkowaniu, ma wystarczającą moc strumienia światła oraz łatwo się ją doładowuje za pomocą kabla USB. Dlatego noszę tę czołówkę przy sobie na co dzień, nawet jak idę do pracy, czy na zakupy. Bo nie ciąży mi w kieszeni, a zawsze może okazać się przydatnym narzędziem pracy.

Oczywiście, znajdą się również i mankamenty, do których można się przyczepić, ale też nie jest to czołówka specjalistyczna za kilkaset czy nawet kilka tysięcy złotych: do zadań specjalnych, do pracy w skrajnych warunkach, czy do użycia w trakcie akcji bojowych. Bushmen Ranger USB to latarka do zadań codziennych, takich jakich podejmuje się większość z ludzi – wędrując, zwiedzając, eksplorując, czy wykonując swoje codzienne obowiązki domowe i zawodowe.


Latarkę Bushmen Ranger USB dostarczył sklep Militaria.pl.


PLUSY:

+ lekka, nie ciąży na głowie
+ wygodna regulacja kąta nachylenia czołówki
+ duża moc świecenia
+ różne tryby świecenia
+ ładowanie za pomocą USB (akumulator)

MINUSY:

– niedoskonałości na obudowie (np. zarysowania)
– tylko 1 przycisk sterujący


Przeczytaj też:

Zobacz też recenzję powerbanka Shiru 10 000 mAh, który może przydać się podczas wypraw z latarką czołową Bushmen Ranger USB.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *