Współpraca reklamowa z Audioteka
Zdaje się, że książka “Z parasolem przez Irlandię”, której autorem jest Tsanko Ivanov to lektura dalece niepogodna. W końcu po co ten tytułowy parasol? Chyba nie do ochrony przed słońcem? To raczej nie z niego słynie ten kraj. No właśnie, wiesz z czego słynie Irlandia? Albo chociaż cokolwiek wiesz o Irlandii?

I tu zmienię front, niekoniecznie atmosferyczny: “Z parasolem przez Irlandię” to książka pogodna. Nie to, że ciągle świeci tam słońce, a upały panujące w kraju są niczym z hiszpańskiego słonecznego wybrzeża. Raczej chodzi mi o pogodność, o humor. Owszem, specyficzny, pewnie nie każdemu on podpasuje, ale ilu ludzi, tyle gustów. Bez względu jednak na nasze gusta, są rzeczy obiektywne. A do nich należy stwierdzenie, że Tsanko Ivanov napisał książkę z przymrużeniem oka… dość krótką. Nawet bym powiedział: bardzo krótką. Jak na lekturę, która ma opowiedzieć: czy to o podróży autora po tym kraju, czy to ma być zagłębieniem się w tutejszą kulturę, społeczność, historię… zdecydowanie za krótką. Na setce stron można ledwie liznąć temat i nie ma co ukrywać, że tak właśnie tu jest. I nawet “lizanie” tematu z poczuciem humoru pozostawia niedosyt – bo co za różnica, czy z przymrużeniem oka, czy nie – nadal dowiadujesz się o tym kraju ledwie “trochę”. A to “trochę” za mało.
A z kolei ja “trochę” miałem wrażenie, że autor miał pomysł na książkę, chciał pochwalić się tym, że w Irlandii był i się w jej pubach zagłębiał… jednak zdobył jednak trochę za mało informacji o lokalnej kulturze. A może ma jej w zanadrzu znacznie więcej? Zatem szkoda, że się nią nie podzielił.
Przeczytaj też:
Może zainteresować cię również książka o Irlandii Północnej: „Belfast. 99 ścian pokoju”.
A jeśli lubisz tę część Europy, zajrzyj ze mną do muzeów w Londynie.


