Współpraca reklamowa z Audioteka

Może nie czytałem (jeszcze) zbyt wielu książek o Włoszech, ale już na wstępie pozwolę sobie o myśl: co więcej można napisać o tym kraju, ponad to, co zostało napisane w setkach innych książek? Czy Maria Pasquale jest pod tym kątem jakkolwiek innowacyjna? Czy książka „Po włosku. Jedzenie, miłość i codzienność w stylu la dolce vita” ma jakiekolwiek szanse zaskoczyć nas jakimiś informacjami?

Maria Pasquale Po włosku. Jedzenie, miłość i codzienność w stylu la dolce vita - książka o Włoszech
„Po włosku” w Audiotece (kliknij, aby przejść do sklepu)

Jeśli ktoś Włochami żyje, chłonie każdy promień tutejszego słońca i zaczytuje się w każdej wzmiance o Italii i o wszystkim, co z nią związane… to zapewne już żadna książka go nie zaskoczy. Ale jeśli ktoś mniej lub bardziej pobieżnie Włochami się dotychczas interesował, zapewne niejedna informacja w książce “Po włosku” go zaskoczy. Nie twierdzę, że będą to rzeczy na poziomie wielkiego “wow”, na swój sposób będą wydawały się oczywiste… choć może człowiek wcześniej się nad tym nie zastanawiał. Bo, owszem, niby wiemy, że Włosi to ludzie stylu i elegancji i o ile możemy wiedzieć, że przy projektowaniu samochodów przedkładają wygląd nad kwestie użytkowe… o tyle już niekoniecznie znamy bardziej codzienne zwyczaje tej nacji. W tym również te modowe. A choćby takie, że mają oni swoich ulubionych lokalnych krawców, u których po dziś dzień chętnie szyją garnitury, zamiast kupować niekoniecznie tanią, seryjną tandetę z “sieciówek”. W książce “Po włosku” jest tego typu ciekawostek więcej, nie tylko o modzie, ale i o jedzeniu, tradycjach, pogodzie i całym mnóstwie innych rzeczy związanych z tym krajem. Co ciekawe, nie będzie przesytu historią, ale to chyba nawet dobrze, bo niemal każdy, kto o kraju tak bogatym historycznie jak Włochy coś pisze, tych kwestii nie omija i wszędzie o przeszłości Italii jest napisane bardzo dużo… Aż trudno napisać w tej kwestii coś nowego, odkrywczego, zaskakującego. Lepiej to pominąć i zostawić przestrzeń dla innych informacji, jak zrobiła to Maria Pasquale. Choć zarazem mam poczucie, że zrobiła ona przestrzeń, ale już niekoniecznie owymi informacjami ją zapełniła… bo książka wydaje się dość krótka. A przynajmniej jej treść pochłania się tak szybko (może dlatego, że jest lekka) i po prostu czytelnik błyskawicznie dociera do ostatniej strony, że czuje pewien niedosyt. Ale to chyba akurat dobrze świadczy o lekturze, że czyta się ją szybko.

Jak wspomniałem na początku, o Włoszech można pisać w kółko to samo. Ale zmienia się to nieco, gdy dorzuci się do tego trochę osobistej perspektywy. Szczególnie, jak jest się osobą urodzoną poza Włochami, ale o włoskich korzeniach (jak autorka), gdzie w rodzinie jednak pielęgnowało się pewne tradycje, choć tysiące kilometrów od pierwotnej ojczyzny, bo w Australii… I to stanowi o sile tej książki. Osobista perspektywa i dobór “ciekawostek”, które nieco odbiegają od tego, co zwykło się znajdować na rynku wydawniczym. Można więc w “Po włosku” całkiem przyjemnie uzupełnić swoją wiedzę o Włoszech i zyskać nowe spojrzenie na ten kraj.


Przeczytaj też:

Chcesz zasmakować Włoch jeszcze bliżej? Sprawdź, gdzie zjeść w Pizie. Albo wyrusz ze mną na zwiedzanie Lukki.