Co czuje człowiek, gdy wjeżdża do miejsca o tak uświęconej nazwie, jak kubańskie Sancti Spíritus? Miasto noszące swe imię od Ducha Świętego? W samym sercu wyspy, w jej centrum między wschodem a zachodem?
Ja wkraczając w uliczki Sancti Spíritus czuję się nieswojo. Nie ze względów duchowych, lecz ze względów jak najbardziej przyziemnych. Wchodzę bowiem w stare miasto, które ma swoją historię i swój urok, choć ten ostatni już nieco nadgryziony zębem czasu i jeszcze większym zębem socjalizmu. A zarazem wchodzę między ludzi, którym wiem, że nie jest łatwo. Bez względu na to, jak silną mają wiarę w Ducha Świętego, czy wiarę w socjalizm. partię i rewolucję. Bądź czy też są wyznawcami religii synkretycznej znanej pod nazwą Santería.
Widząc, jak tu się żyje, traci się wiarę we wszystko.




Sancti Spíritus. Duch kolonializmu
4 czerwca 1514 roku to ważna data w dziejach Sancti Spíritus. Wówczas to Diego Velázquez de Cuéllar, kastylijski konkwistador i kolonialny administrator, założył Villa del Espíritu Santo… A które to w 1522 roku przeniosło się w nieco inne miejsce na mapie, kilka kilometrów dalej. Nad rzekę Yayabo, gdzie miejscowość ta leży po dziś dzień, choć obecnie znana jest jako Sancti Spíritus. Warto tu dodać, że Diego Velázquez de Cuéllar nie był byle kim – dużo łączyło i dzieliło go ze słynnym Hernánem Cortésem, który zasłynął z podbicia Azteków. Te dwie historyczne postaci, zależnie od czasu – współpracowały ze sobą, bądź wzajemnie się zwalczały, choć przecież walczyły one pod wspólną flagą. Najwyraźniej jednak zwyciężały w nich przede wszystkim charaktery i nadmierne ego, które kazało być im “tym lepszym”. I choć dziś to przede wszystkim Cortés jest znany szerokiemu światu, to należy pamiętać, że to właśnie Diego Velázquez de Cuéllar był najbogatszym Hiszpanem w Ameryce, w czasie gdy odchodził z tego świata w 1524 roku. W końcu należy pamiętać też, że podbój Jukatanu, dokonany przez Cortésa był zainspirowany i finansowany właśnie przez Velázqueza. A i on sam był “wojownikiem”, wszak wcześniej brał udział w podboju plemion tainów zamieszkujących Kubę, a później zajmował się i rozwojem gospodarczym wyspy. I to on założył takie miasta, jak Hawana, czy Trinidad oraz Sancti Spíritus. Wszystko oczywiście w myśl kolonizacji Nowego Świata.





Sancti Spíritus. Duch buntu
Służba królowi Hiszpanii to jeden z rozdziałów Sancti Spíritus. Drugim jest… coś wręcz przeciwnego. Choć tym razem dominować będzie inne nazwisko – Iznaga. Zacznijmy od tego, że niejaki Francisco Iznaga osiedlił się w tej części wyspy w połowie XVI wieku, a był to bogaty baskijski właściciel ziemski, który zaczął osiągać sukcesy i na Kubie. Zresztą, jednym z ważniejszych zabytków regionu jest właśnie wieża Iznagi dominująca nad Valle de los Ingenios, doliną słynącą z uprawy trzciny cukrowej. Ale i znaną z tego, że to właśnie tu mocno eksploatowano siły niewolnicze w niełatwej pracy na plantacjach. I tenże Iznaga, czy raczej jego potomkowie wiele, wiele lat później, bo w połowie XIX wieku, popierali sprawę uzyskania przez Kubę autonomii. Oderwanie od Hiszpanii. Ale i jej aneksję do USA…








Wśród innych działaczy niepodległościowych z tego rejonu Kuby warty wymienienia jest także Serafín Gualberto Sánchez Valdivia. Zresztą, bliski przyjaciel José Martíego, wielkiego bohatera narodowego Kuby, którego pomniki można zobaczyć w różnych częściach kraju. A że Serafín Sánchez był mocno związany z Sancti Spíritus, obecnie plac rewolucji w tym mieście nosi właśnie jego imię. I jest to reprezentacyjna część miasta, najbardziej odnowiona, świeża, kolorowa. Ale wystarczy wejść w dowolną boczną uliczkę, by zobaczyć, jak tu jest faktycznie.




Sancti Spíritus. Kuba w rozsypce
Dziś Sancti Spíritus wydaje się spokojnym miastem. Nie ma tu rozruchów, buntów, walk. Choć patrząc na rozsypujące się mury wielu budynków w centrum i dookoła niego, zdaje się, że jest pobojowiskiem. Nie chodzi tu jednak o realne działania wojenne, lecz o pole bitwy na rzecz kubańskiej rewolucji, która zdaje się walczyć przede wszystkim z własnym społeczeństwem i własnym dziedzictwem. Witryny sklepowe nie tylko są puste z braku towarów, ale i ciemne z braku prądu. Ruch na ulicach raczej skromny, jak na około 140-tysięczne miasto – głównie jest to ruch bez użycia silników spalinowych. Choć można i rzadko, ale jednak, wypatrzeć całkiem nowe auta… zapewne należące do prominentnych działaczy państwowych. W końcu patrząc na sypiące się niegdyś piękne miasteczko można uznać z bolesną ironią, że partia zasłużyła.






Dominuje tu jednak ubóstwo. Odrapane tynki, dziurawe drogi, krzywe chodniki, smutni ludzie. A przecież idąc pod teatr, czy pod kościoły, takie jak choćby Kościół pw. Ducha Świętego, Kościół Jezusa z Nazaretu, Kościół Prezbiteriańsko-Reformowany, czy nawet spacerując wokół centralnego placu miasta – widać, że tu drzemie potencjał. Że Sancti Spíritus było, mogłoby być, a nawet powinno być pięknym miasteczkiem. Takim, które by przyciągało szerokie rzesze turystów zostawiających chętnie tu swoje dolary, euro, czy inne waluty. A tymczasem przybywa tu mało kto, ze względu na problemy z transportem, pustki w sklepach, problemy z aprowizacją restauracji. Chyba tylko Duch Święty wie, z czym nie ma tu problemów.


Patrząc na to wszystko – nawet człowiek niewierzący traci wiarę. Traci wiarę w innego człowieka. Szczególnie wiarę w tego u sterów władzy. I w tego, który nadal ową władzę popiera.
Przeczytaj też:
Skoro tutaj widzisz, jak wygląda centrum Kuby, zobacz też, jak wygląda jej zachód, czyli Dolina Viñales. Wybierz się też ze mną na wschód do miejscowości Baracoa.


