To, że nie znam zupełnie aktorów, ani reżysera, czy scenarzysty – jeszcze o niczym nie świadczy. Nie jestem wybitnym kinoznawcą, nie śledzę wydarzeń z tego świata, nie poszukuję perełek w kinie klasy B, czy C, ani Z, choć czasem takie produkcje lubię obejrzeć. Dlatego chciałem dać szansę filmowi “Noc rekinów 3D”, choć sam tytuł już brzmi… “strasznie”.
I chyba miał być straszny? W końcu sklasyfikowany jest jako horror, thriller, czy wreszcie slasher. Nie wiem tylko, czy o taką straszność chodziło. Bo straszakami miały być przede wszystkim rekiny pojawiające się w w wodach Luizjany, nad którymi bawi się grupka znajomych. A którzy to, rzecz jasna, stają się pokarmem dla owych zwierząt. Nader agresywnych, swoją drogą, nader zawziętych w zabijaniu ludzi. Choć finalnie powód pojawienia się tutaj tych zwierząt ma być w zamyśle scenarzystów dość zaskakujący i bardziej “ludzki”, niż przypadkowy, ale nie chcę zagłębiać się tu w szczegóły, aby nie rzucać spojlerami, jeśli ktoś jednak zdecyduje się film obejrzeć. Aczkolwiek, nie ma co ukrywać, że scenariusz do zbyt ambitnych nie należy, bo i chyba nie miał takich ambicji. Bo jak inaczej opisać sytuacje, takie jak ta, kiedy na wpół “zjedzony” mężczyzna, któremu na podstawie oględzin “z grubsza” znajomi dają maksimum 2 godziny życia… a który to kilka godzin później najpierw martwi się o niedoszłe zaręczyny, a później znajduje siły, aby jednak wejść do wody, by podjąć się walki z bestiami. Do tego wszystkiego dorzućmy grę aktorską, która jest “straszna”.
Choć po kinie klasy B nie powinienem się spodziewać wielkiego widowiska (i nie spodziewałem się), to jednak nie potrafiłem tu znaleźć atutów, które pozwoliłyby mi dać choć odrobinę lepszą ocenę dla “Nocy rekinów 3D”. Ta produkcja nie miała nie tylko scenariusza i gry aktorskiej, ale też klimatu, oryginalności, czy logiki. Czasem filmy są tak złe, że potrafią dzięki temu bawić, ale tak nie jest z “Nocą rekinów 3D”.
Przeczytaj też:
Jeśli szukasz filmu grozy z rekinami w roli głównej to przeczytaj też recenzję „183 metry strachu”.
A jeśli po prostu interesują cię dzikie zwierzęta, może warto wybrać się do Zoo we Wrocławiu?


