Z racji niskiej popularności platformy Apple TV w Polsce, serial ten przeszedł obok widzów bez większego echa. Czy słusznie? Może jednak 4-sezonowe “Acapulco” zasługuje na większe zainteresowanie i poklask nad Wisłą? Ja pewnego dnia powiedziałem: “sprawdzam” i całość obejrzałem, by teraz podzielić się z tobą moimi odczuciami.

Na wstępie przyznam, że to, czego szukałem w “Acapulco” to przyjemny wakacyjny klimat okraszony dobrym humorem, ale i odrobina meksykańskich krajobrazów oraz temperamentu. Z tego wszystkiego – jednej rzeczy było tu dla mnie za mało, lecz z drugiej strony… wymagała tego konwencja serialu. Wszak jego akcja toczyła się głównie na terenie dużego hotelu, w jego pokojach, na jego korytarzach i w strefie basenowej oraz barowej. Nic więc dziwnego, że typowych meksykańskich krajobrazów było tu mniej, niż tego pragnąłem. A strata zdaje się o tyle mniejsza, że film kręcono w Puerto Vallarta oddalonym od prawdziwego Acapulco o niemal 1000 (tak, tysiąc!) km… Tak więc mógłbym stworzyć sobie mylne wrażenie o tym popularnym kierunku wakacyjnych wojaży. Tak, czy inaczej, nie była to wielka strata, bowiem najważniejsze rzeczy w serialu “Acapulco” zostały zawarte: dobry humor, wakacyjny klimat i meksykański temperament. Całość jest lekka, choć nierzadko porusza również niełatwe społecznie tematy (jak choćby orientacja seksualna), czy po prostu pokazuje trudy życia – nie tylko stricte meksykańskiego życia (niskie płace, niski standard mieszkań), ale i zwyczajnego życia w rodzinie, czy budowania związków. Nie one jednak tu dominują, co raczej dobry humor, nierzadko wynikający z cech osobistych poszczególnych bohaterów, oczywiście nierzadko przerysowanych, ale jakże ciekawych, barwnych postaci. Albo po prostu z wplątanie ich w zagmatwane wątki – gdzie owe zagmatwanie nie prowadzi do tego, że widz nie rozumie co się na ekranie dzieje, a jedynie prowadzi bohaterów do zabawnych bądź niełatwych dla nich sytuacji, z których muszą sprytnie wybrnąć.

“Acapulco” oglądało mi się bardzo przyjemnie i nie była to zasługa tylko pierwszego sezonu, który mnie złapał jak rybę na haczyk, ale i kolejnych, równie dobrych, a może i nawet lepszych sezonów. Tworzących napięcie, rozbudowujących historie poszczególnych bohaterów, nierzadko pouczających widza… Choć ma się trochę poczucie, że ostatni sezon akurat odstaje negatywnie od reszty. Mimo to, wciąż warto obejrzeć całość.

PS
A spostrzegawczy widzowie mogą próbować szukać w serialu “polskiego wątku”. No, może nie jest to powiedziane wprost, że jest polski… ale brzmiący, jakby miał polskie korzenie. Powodzenia i miłego oglądania!


Przeczytaj też:

Szukasz innych filmów z Meksykiem w tle? Może zainteresować cię mniej wesoły serial „Narcos: Meksyk”.

A jeśli po prostu chcesz zobaczyć prawdziwy Meksyk… wyrusz razem ze mną na Riviera Maya.