Kto będzie lepszym łącznikiem między Polską a Grecją, jeśli nie pół-Grek pół-Polak we własnej osobie? Wydaje się, że to właśnie ktoś taki, jak Dionisios Sturis najlepiej opowie o gorącej Grecji, człowiek, w którego żyłach płynie krew tego dumnego narodu. Choć tak właściwie (jak wynika z jego książki) bardziej wychował się on jako przedstawiciel innego dumnego narodu – jest Polakiem. Nie stoi to, rzecz jasna, na przeszkodzie, aby dobrze poznał on tytułowy smak greckich pomarańczy… można powiedzieć, że wręcz ciąży to brzemię na nim od najmłodszych lat. A teraz smakiem tym Sturis dzieli się z czytelnikami.

I w tym momencie rodzi się pytanie: czy mówimy tu o pełnym słońca i słodyczy smaku? No cóż, tytuł „Grecja. Gorzkie pomarańcze” jest raczej odmienny, a w swej odmienności wręcz bezlitosny. I właśnie taka też okazuje się książka Sturisa. Nie to, że z jakiejś złośliwości, co raczej wnikliwości w przyglądaniu się swojej pół-Ojczyźnie i panującym tam realiom. Nie z punktu widzenia turysty, który przyjechał na południe Europy na wakacje, lecz z punktu widzenia reportażysty, który przedziera się przez tkankę zewnętrzną, by zajrzeć do środka i poznać lokalne problemy. A, jak się w trakcie lektury okazuje, jest ich sporo. Kryzys gospodarczy, napływający nowi uchodźcy i rosnący w siłę nacjonaliści to tylko namiastka współczesnej Grecji.

Grecja Gorzkie pomarańcze Dionizos Sturis - okładka

To wszystko pozwala jednak poznać duszę tego starego narodu – duszę, która zaklęta jest w greckiej historii, nie tylko tej starożytnej, lecz i nieco bliższej, pełnej rewolucji, walk zbrojnych we własnym domu, ścierania się o wpływy z różnymi stronnictwami politycznymi. Jest w tym wszystkim również spora doza wątków autobiograficznych Autora, które przeplatają się z kolejnymi opowieściami prosto z Grecji. Jedne i drugie, co tu dużo mówić, dość gorzkie. Ale dzięki temu książka ta zyskuje dodatkowych warstw, nabiera wyjątkowego charakteru, a wreszcie w ten sposób udowadnia, że jest to opowieść w 100% szczera. Bez unikania tematów trudnych, których najwyraźniej na południu Europy nie brakuje.

Przyznam szczerze, że w wielu miejscach książka mnie zaskoczyła, co oczywiście poczytuję jako plus dla reportażu. Wyjaśnia niuanse i opisuje ona skrawek otaczającego nas świata – tutaj akurat tego greckiego. Rozwiewa różne mity i wyobrażenia o tym ciepłym kraju. Pokazuje, jaki jest naprawdę. Choć nie zawsze jest to obraz gorszy – ten tytułowo gorzki – niż dotychczas nam się wydawało. Czasem mamy tu do czynienia z rozwiewaniem mitów, bezrefleksyjnie powielanych w mediach, a dotyczących greckiego kryzysu gospodarczego, które to przecież dotarły i do nas – nad Wisłę. A które zadomowiły się u nas całkiem nieźle, pomimo iż z rzeczywistością nie mają zbyt wiele wspólnego. Wracając jednak do sedna: po tę książkę musisz sięgnąć, jeśli chcesz zobaczyć Grecję inną, niż tylko tę turystyczną.


Przeczytaj też:

Sprawdź, czy warto przeczytać inną książkę Dionisosa Sturisa pt. „Zachód słońca na Santorini”.

A może jednak bardziej interesuje Cię ten kraj pod kątem turystycznym? Zatem zobacz na wszystkie moje teksty o Grecji.