Po wielu latach obecności Polski w strefie Schengen, dającej swobodę przemieszczania się między państwami członkowskimi, czułem się zaskoczony tym, co spotkało mnie pewnego sierpniowego dnia. Gdy ledwo po przekroczeniu granicy czesko-austriackiej natknąłem się na niewielką budkę przydrożną, w której przesiadywał mundurowy kontrolujący dokumenty osób wjeżdżających od strony Moraw do Laa an der Thaya. Do niewielkiego miasta, bo liczącego nieco ponad 6 tysięcy mieszkańców, położonego w Dolnej Austrii, na północnym krańcu tego górzystego kraju. Niemal przyklejonego do czeskiej granicy.

Spokojna, niewielka miejscowość w słynącym z produkcji wina regionie Weinviertel… Zazwyczaj, chyba, spokojna, bo ja jednak trafiłem tu na imprezę.

Laa an der Thaya ratusz
Całkiem urodziwa wieża ratusza w Laa an der Thaya

Laa an der Thaya zwiebelfest – Święto Cebuli

Choć internauci zwykli żartować sobie z “Polaków cebulaków”, okazuje się, że żywe zainteresowanie tym warzywem wyrażają również Austriacy. Ba, oni wręcz corocznie organizują Święto Cebuli, tj. zwiebelfest w Laa an der Thaya, bo i region ten szczyci się uprawą tejże właśnie rośliny. Mamy więc do czynienia z “Austriakami cebulakami”? I dlatego tu przyjechałem, bo ciągnie swój do swego?

Ratusz w Laa an der Thaya (Dolna Austria)

Przyznam szczerze, że o święcie tym nie wiedziałem i trafiłem tu przypadkiem. Czy raczej: do Laa an der Thaya nie trafiłem przypadkiem, ale data mojej podróży nie była wcześniej planowana pod tym kątem. Chyba, że owa wspomniana cebula przyciągnęła mnie tutaj podświadomie. Bo świadomie, nie ukrywam, czułem się nieszczęśliwy, że rozstawione w centrum miasteczka namioty festiwalowe zasłaniają miejskie widoki, przez co trudniej zwiedzało się tutejszy ryneczek. Tym bardziej, że Nowy Ratusz prezentował się spomiędzy owych “cebulowych” namiotów całkiem ładnie.

Laa an der Thaya zwiebelfest i kolumna maryjna
Kolumna Maryjna pośród namiotów Święta Cebuli…
Kolumna Rolanda w Laa an der Thaya (Austria)
…i Kolumna Rolanda nieopodal

A w rynku tym, niedaleko podziwianego przeze mnie Nowego Ratusza, możemy zobaczyć też pnącą się w górę Kolumnę Maryjną. Natomiast kawałek dalej, naprzeciw Starego Ratusza, można natknąć się na nieco mniej imponującą Kolumnę Rolanda. O ile o którejkolwiek z kolumn można tu powiedzieć, że jest imponująca. Aczkolwiek z pewnością nadają one rynkowi Laa an der Thaya pewnego uroku. Gdyby nie te cholerne namioty wypełnione zapachem cebuli…

Laa an der Thaya stary ratusz (Austria, Weinviertel)
Po prawej stronie (za karuzelą) budynek Starego Ratusza Laa an der Thaya

Parafia papieża Piusa II i Żelazna Kurtyna

Wczytując się w historię Laa an der Thaya, trudno mówić o wielkich wzlotach i upadkach tego sennego (choć dziś “festiwalowego”) miasteczka. Owszem, miało ono swoje lepsze i gorsze momenty, w końcu jego historia nie jest taka krótka, sięga bowiem XII wieku. Od tego czasu była ona chociażby: splądrowana przez wojska husyckie w 1426 roku, czy później zdobyta przez wojska szwedzkie w 1645, w trakcie wojny trzydziestoletniej. Jednak w pamięci pozostają również słowa słynnego Napoleona Bonaparte, który w 1809 roku zatrzymał się tutaj na noc, by później wspominać senność miasteczka.

Oprócz Napoleona, historia Laa an der Thaya sięga także po takie “legendy” jak Enea Silvio Bartolomeo Piccolomini… którego imiona i nazwisko chyba niewiele mówią większości czytelnikom. Na dodatek urodził się on nie tutaj, lecz w toskańskiej Pienzie, ale – co ważne – od 1442 roku miał pełnić służbę proboszcza w tutejszej parafii. A nieco później, bo 19 sierpnia 1458 roku, stał się osobistością, którą już znacznie łatwiej skojarzyć, został on bowiem papieżem Piusem II.

Kościół św. Wita w Laa an der Thaya
Na murach kościoła św. Wita można znaleźć tablicę pamiątkową dotyczącą Piusa II

Kolumna obok kościoła św. Wita w Laa an der Thaya (Dolna Austria)

Inna, ciekawa historia, która wydaje się dziś mocno zapomniana, choć przecież nie aż tak odległa, sięga do lat powojennych XX wieku. Mało się dziś bowiem mówi o tym, że po II wojnie światowej Wiedeń był, podobnie jak Berlin, podzielony na strefy okupacyjne. A część Austrii, w tym właśnie Laa an der Thaya, aż do 1955 roku była pod radziecką okupacją. Historia ta jednak zakończyła się inaczej, niż w przypadku podzielonych Niemiec, tutaj po 10 latach okupacji Związek Radziecki wycofał się i nie doszło do dłuższego podziału jak w sąsiednim niemieckojęzycznym kraju.

Uliczka i brama wejściowa do Laaer Burg, zamku w Laa an der Thaya
Zamek w Laa an der Thaya – niewielki, ale na swój sposób uroczy

Laaer Burg – zamek w Laa an der Thaya

Z przeszłości, wróćmy do teraźniejszości, do mojej podróży. To, co było dla mnie największym magnesem w przypadku Laa an der Thaya, to nie była wspomniana na wstępie cebula, jej aromat unoszący się nad festiwalowym miasteczkiem, lecz zamek. Nieduży, być może niespecjalnie urodziwy zameczek ukryty pośród normalnych zabudowań miasteczka… ale jednak zameczek. Dawna konstrukcja obronna, sięgający swą przeszłością do XIII wieku. Będąc w okolicy, musiałem go odwiedzić, choćby przejść się chwilę wzdłuż jego murów – lubię bowiem średniowieczne budowle.

Laaer Burg - dziedziniec zamkowy
Dziedziniec zamkowy w Laaer Burg

Drzewo na dziedzińcu Laaer Burg

Otwory w ścianie Laaer Burg (Weinviertel, Austria)

Nie jest to, co prawda, imponująca konstrukcja, a pośród jej kamiennych murów najbardziej wyróżnia się niewysoka wieża, która jest mimo wszystko swego rodzaju punktem orientacyjnym w miasteczku. Dodatkowo znajduje się tu niższy, kwadratowy donżon. Dziedziniec zamku jest niewielki, można wręcz rzec, że bardzo kameralny. A oprócz zamku, można pośród zabudowań Laa an der Thaya natknąć się również na niewielką wieżę Reckturm, choć znajduje się ona w nieco innej części miasteczka niż ta mini-warownia.

Wieża Laaer Burg (zamku Laa an der Thaya w Austrii)

Laaer Burg wieża w zamku Laa an der Thaya

Termy Laa an der Thaya

To, co dziś chyba najbardziej przyciąga do Laa an der Thaya, nie mnie, lecz innych turystów, to tutejsze termy. No, nie licząc festiwalu cebuli, który obok zamku bez wątpienia jest pewną atrakcją turystyczną. Odkryte jednak, stosunkowo niedawno źródła termalne zdają się być dzisiaj coraz ważniejszym punktem wycieczek w tę część Austrii. Osobiście nie miałem okazji owych wód zasmakować, czy raczej: rozkoszować się ich ciepłem… ale w przyszłości: kto wie, kto wie?

Póki co, jednak, pozostają mi wspomnienia ze zwiedzania Laa an der Thaya w porze Święta Cebuli.

Szkoła w Laa an der Thaya
Spokojna ulica w Laa an der Thaya… podczas Święta Cebuli odbywającego się w rynku miasteczka

Przeczytaj też:

Jeśli już jesteś w tej części Austrii, zobacz też zamek Falkenstein. Albo przejedź na czeską stronę i tam wyrusz na zwiedzanie Mikulova.