Po co recenzować tak stary film, wielokrotnie puszczany w telewizji, mocno wyeksploatowany przez popkulturę, nie tylko właśnie jako “obraz”, ale i pod kątem symbolu, jakim jest sam tytułowy Rambo? No cóż… Choćby po to, aby ocenić, czy po latach ten film bawi tak samo jak 30 lat temu, gdy oglądało się go raz pierwszy “za dzieciaka”. By ocenić, czy film ten broni się w dzisiejszych czasach, pełnych przecież podobnych mu produkcji. Choć dziś mocniej dofinansowanych, z większymi możliwościami technicznymi, nie tylko jeśli chodzi o efekty specjalne i jakość obrazu, ale także pod kątem rekwizytów, czy scenografii.
Zacznę od tego, że “Rambo: Pierwsza krew” po raz pierwszy w życiu oglądałem jako dziecko. Po raz ostatni – nie mam zielonego pojęcia, ale wydaje mi się, że przynajmniej 20 lat temu. Minęło więc na tyle sporo czasu, aby pamiętać jedynie z grubsza zarys filmu, a nie jego szczegóły. A to te miały być decydujące w moim odbiorze filmu po latach…
…i odbiór ten jest zaskakująco pozytywny. Nie ukrywam, że nastawiałem się na coś nieco gorszego – wiedziony myślą, że dobre wspomnienia dotyczące tego filmu to przede wszystkim efekt tego, że oglądałem “Rambo: Pierwsza krew” – no właśnie, w czasach, gdy przemysł filmowy wyglądał zupełnie inaczej, panowały zupełnie inne standardy, a więc i miało się zupełnie inne oczekiwania od oglądanych obrazów. I przede wszystkim: byłem dzieckiem, więc zupełnie inaczej patrzyłem na kino. Tymczasem – film, w którym pierwsze skrzypce gra Sylvester Stallone, okazuje się nad wyraz dobry również w czasach, gdy od dawna jestem już ”dorosły”.. I to pod każdym kątem: fabuły, gry aktorskiej, efektów specjalnych, akcji, konstrukcji bohaterów. Tu wszystko jest dobrze skomponowane, tworząc solidną całość, którą ogląda się dobrze. Czy jest się o co przyczepić? Owszem, jest, pewne detale, czy nawet grubsze rzeczy niż jedynie detale – szczypią w oczy. Ale patrząc na współczesne hity, które nierzadko w te same oczy szczypią przez większość filmu, “Rambo: Pierwsza krew” wypada nader dobrze. I wypadałby nawet, gdyby premierę miał dopiero dzisiaj, choć wtedy pewnie można by uznać, że niektóre ujęcia są jakby nieco archaiczne albo niskobudżetowe.
“Rambo: Pierwsza krew” broni się na współczesnym rynku. To świadczy tylko o tym, że to dobre dzieło (choć nie arcydzieło) na lata, które nie tylko może konkurować ze współczesnymi produkcjami w podobnej kategorii. Ale i wręcz z nimi wygrywa. I jeśli jeszcze nie przydarzyło ci się, aby kiedykolwiek ten film oglądać – bo nie jest to jedynie obraz o nadludzkim komandosie, lecz o problemach ludzi wracających z wojny i ich wykluczeniu we własnej ojczyźnie, to koniecznie ten brak nadrób. A jeśli znasz ten film, przypomnij go sobie i sprawdź, czy budzi u ciebie takie same emocje, jak dawniej.
Przeczytaj też:
Być może film „Rambo: Pierwsza krew” zainspiruje cię do poznawania sztuki przetrwania, dlatego mogą zainteresować cię książki o przetrwaniu.
A jeśli ogólnie interesuje cię wojskowość to zobacz tajemniczą Śluzę Leśniewo Górne, która była projektem III Rzeszy.


