„Dziennik zakrapiany rumem” (reż. B. Robinson)

I znów nieziemsko przystojny (zdaniem kobiet) i niezwykle utalentowany (zdaniem kinomaniaków) Johnny Depp zawitał na ekrany kin... choć właściwie teraz to na ekrany telewizorów, dzięki wydaniu „Dziennika zakrapianego rumem” na DVD. Jeśli rumowe skojarzenia przywołują w waszej pamięci inny obraz z tymże aktorem w roli głównej – doskonale! Bo akcja dzieła w reżyserii Bruce Robinsona umieszczona jest właśnie na nieziemskich Karaibach.

Tym razem jednak obędzie się bez pirackiej bandery, bo nasze oczy i uszy zajmie niejaki Paul Kemp, młody nowojorski dziennikarz, który postanowił spróbować swego szczęścia w Puerto Rico, istnym raju na ziemi. Raj ten jednak, mimo iż sowicie zakrapiany rumem, dla niektórych staje się istnym piekłem, bądź też piekłem jest od dawna, od urodzenia. I to właśnie zaczyna powoli dostrzegać Kemp, który zupełnie nieoczekiwanie staje przed nader trudnym, a niezwykle istotnym w jego życiu wyborem. Sprzedać dziennikarską niezależność i duszę biznesmenowi, bogaczowi, który zawmierza zamknąć dla tubylców część wyspy – jej dziewiczą część – poświęcając ją na postawienie, w sposób niezbyt legalny, licznych luksusowych hoteli dla bogatych gości z USA? A może stanąć po stronie sprawiedliwości, pozostać czystym, nie ruszać tego, co Portorykańczycy mają najpiękniejszego – nieskażone środowisko i krajobrazy?

Tym trudniejszy to wybór, że przeplata się on z walką o serce i duszę zmysłowej Chenault, która jest wybranką niecnego biznesmena – Sandersona. Choć „Dziennik zakrapiany rumem” ociera się o komedię, o żart, o kabaret, jest jednak w rzeczy samej dramatem, wystarczy rzucić okiem na konstrukcję, jakże tragiczną (!), samego scenariusza. Każda decyzja podjęta przez Kempa musi nieść za sobą ofiary, a przecież nie nieczystego sumienia pragnie ten przystojny dziennikarz. Jego tragicznej sytuacji nie łagodzi przepiękna sceneria, na którą bądź co bądź przyjemnie się patrzy, niemal baśniowe krajobrazy, wspaniałe wyspy i cudowne ciepłe fale morskie. Kemp musi wybrać tragicznie...

Film, który swym klimatem rozkochuje w sobie widzów od samego początku, film który podejściem z przymrużeniem oka bawi co i rusz, ale jednocześnie film, który swym dramatyzmem, istnym dramatyzmem, nie tylko porusza wrażliwe serce, lecz i wzrusza subtelny umysł, delikatnie wyciskając z oczu kilka kropel żałujących tragizmu Kempa i otaczającego go świata. Może jednak da on nam nadzieję, że w zepsutej cywilizacji ludzkiej rządzonej pieniądzem jest i miejsce na pewną wrażliwość społeczną? „Dziennik zakrapiany rumem” to film, który daje przynajmniej kilka powodów na to, by na stałe zapisać go w swojej pamięci. Polecam bardzo gorąco!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *