Na (nie)bezpiecznej powierzchni Jupitera

Ostrożnie stawiam stopę na powierzchni Jupitera. Jest dziko a zarazem spokojnie. Jest cicho a zarazem złowrogo. Jednak to mnie nie powstrzymuje, rzekłbym że wręcz zachęca, aby pójść dalej i zgłębić tajemnice tej niewielkiej części wszechświata. Stawiam więc na Jupiterze…

…mały krok dla człowieka. Bez znaczenia dla ludzkości.

Katastroficzna przeszłość

Nie jestem tu przecież pierwszy, ani ostatni, choć Jupiter został zapomniany przez większość ludzi. A warto przypomnieć, że miejsce to przed laty tętniło życiem, zresztą funkcjonując jeszcze długo po katastrofie, która niegdyś przeraziła świat. Tak, Zakłady Jupiter znajdujące się przy ul. Fabrycznej 11 na terenie Prypeci wykonywały swoją pracę aż do roku 1996, czyli około 10 lat po awarii czarnobylskiej elektrowni. Po tragedii, która przyczyniła się do ewakuacji dziesiątek tysięcy ludzi, przymusowego wysiedlenia z ich własnych domów w czasie pokoju, a wreszcie i wydzielenia Strefy Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej (ukr. Зона відчуження Чорнобильської АЭС). Tak zwanej “zony” o powierzchni około 2600 km2.

Co więc sprawiło, że zakład funkcjonował jeszcze przez dekadę po wyludnieniu okolicznych miejscowości? Oficjalnie przecież był to oddział kijowskich zakładów “Majak”, które zajmowały się produkcją sprzętu audio, takiego jak magnetofony, radioodbiorniki czy radiostacje. Nie była to przecież strategiczna gałąź gospodarki, ani dla ZSRR, ani dla Ukrainy po upadku Żelaznej Kurtyny (ros. Желе́зный за́навес).

Tajemnice Jupitera

Eksplorowanie opuszczonych pomieszczeń, zarówno pokoi biurowych, jak i hal zakładu zdewastowanego przez upływ czasu, ale i przez ludzi, którzy się tutaj w ostatnich latach pojawiali, zdaje się dawać odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Bramki przygotowane pod przeprowadzanie kontroli dozymetrycznej, czy różnego rodzaju pojemniki z symbolami i ostrzeżeniami o radioaktywności sugerują powiązania z pobliską elektrownią. I z całą pewnością tak było między rokiem 1986 a 1996, bowiem zakład ten stanowił wówczas pewnego rodzaju laboratorium badawcze, poszukujące sposobów na skuteczną dekontaminację, czy produkujące urządzenia mierzące poziom promieniowania.

Plotki sugerują również historię o przetwarzaniu plutonu na potrzeby Armii Radzieckiej, fakty jednak zdają się świadczyć o czymś innym. Bowiem zakład ten znajdował się zbyt blisko miasta, nie był odpowiednio mocno strzeżony, a radzieckie doświadczenia pokazywały, że tego typu obiekty znajdowały się w specjalnie zamkniętych strefach. Możliwe jednak, że na terenie Jupitera rzeczywiście prowadzono produkcję na potrzeby wojska. Prawdopodobnie chodziło jednak o elementy elektroniczne, np. niezbędne w pociskach balistycznych.

Poziom dzisiejszego zniszczenia Jupitera nie pozwala jednak odkryć zbyt wielu szczegółów zdradzających prawdę. Być może w dokumentach i pamięci ludzi odpowiedzialnych za ten projekt, ale nie tu i teraz – na terenie zakładu. Tu i teraz są zniszczone meble i laboratoria, zdewastowane ściany i sufity, zawalone stropy, niezliczona ilość rozrzuconego sprzętu elektronicznego i innych utensyliów laboratoryjnych. Dobrze jest więc mieć ze sobą latarkę, aby w nic nie wpaść, w nic nie wejść, o nic się nie przewrócić, bo o uszkodzenia ciała może być tutaj łatwo. A nikt chyba by nie chciał wołać o pomoc w środku ogromnej, zamkniętej strefy. Bowiem nikt by tych wołań nie usłyszał.

Gdzie są stalkerzy?

Nie bez przyczyny zadaję sobie pytanie o prawdziwych stalkerów. Nie dlatego, że byli w popularnej grze S.T.A.L.K.E.R., ani że pojawiali się w różnych produkcjach wideo. Faktem jest, że mówi się o różnych osobach, które do zony dostają się nielegalnie, z pominięciem pilnowanych przez służby dróg i bramek. To wszystko buduje dreszcz emocji, bo nigdy nie wiadomo, kogo spotkasz w jednym z zaułków opustoszałego terenu. Nigdy nie wiesz, kogo spotkasz…

…w pomieszczeniu ukrytym za “sekretnymi” drzwiami zamaskowanymi tapetą. Może to jakiś dawny “tajny pokój” dla kierownictwa zakładu?

Ale kto podparł belką strop, aby nie zawalił się komuś na głowę właśnie teraz, gdy wszystko w powolnym procesie degradacji niszczeje?

Nie znalazłem odpowiedzi. Jupiter nadal ma, bo widocznie musi mieć, swoje własne tajemnice.

Ale mimo wszystko, chyba jest tutaj w miarę bezpiecznie? Czy jednak nie?


Przeczytaj też:

Przeczytaj również najpopularniejszy w 2016 roku na moim blogu tekst: „Czarnobyl nie zabija. Czarnobyl umiera”.

A jeśli interesują Cię opuszczone miejsca w Polsce to być może Twoją uwagę przykuje DAG Alfred Nobel w Krzystkowicach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *