Pod wodą w Kriopigi, pod słońcem na Chalkidiki

Jak dobrze, że jest już wrzesień. Bo skoro dziś, we wrześniu, ta świetlista kula ognia zawieszona wysoko na błękitnym i niemal bezchmurnym niebie rozgrzewa moje skronie do czerwoności, wyciskając z nich kolejne krople ciepłego potu, to co dopiero musi być w lipcu lub sierpniu? Być może kiedyś to sprawdzę, ale teraz…? Teraz lepiej zrobię, jak rozejrzę się za skutecznym sposobem na ochłodę. A w tym względzie kuszący jest błękit pobliskich morskich wód okalających Półwysep Chalcydycki (Χαλκιδική).

Obawiam się jednak, że i ta pofalowana otchłań do najchłodniejszych nie należy i zapewne jest stosunkowo ciepła. Szczególnie tu, pomiędzy dwoma z trzech odnóg tej charakterystycznej części Grecji: między półwyspem Kasandra (Κασσάνδρα) a półwyspem Sithonia (Σιθωνία). A dokładniej rzecz ujmując – w zatoce kasandryjskiej (Χερσόνησος Κασσάνδρας). Bowiem tutaj słońce świeci intensywnie, a poprzez to i niemiłosiernie grzeje – zarówno na morzu, na lądzie, jak i w powietrzu, wobec żadnej z tych sfer nie stosując taryfy ulgowej. Również pośród ludzkich siedzib, zarówno w miastach takich, jak Saloniki (Θεσσαλονίκη), jak i w mniejszych i mniej obleganych przez turystów miejscowościach. Takich, jak chociażby Kriopigi (Κρυοπηγή). Żadnej taryfy ulgowej. Gorące wrześniowe słońce.

Nie widzę jednak alternatywy wobec błękitu, który rozlewa się niedaleko mnie na sporej przestrzeni. Muszę więc przejść przez kamienistą, choć urokliwą plażę i zanurzyć się w wodzie. Trzeba to jednak czynić ostrożnie, nie tylko dlatego, że dno zatoki bywa w tym miejscu kamieniste, czy wręcz skaliste. Ale przede wszystkim dlatego, że dno jest wręcz najeżone kolcami. A mówiąc nieco bardziej precyzyjnie: jest usiane dużymi, czarnymi okrągłymi ziarnami bólu i cierpienia. Bezlitosnymi jeżowcami.

Oczywiście ów ból i owe cierpienie pojawiają się dopiero, gdy się na takiego jeżowca nieopatrznie nastąpi. A pamiętać należy, że nawet najbardziej niewinne, najmniej zamierzone stanięcie na to niewielkie morskie zwierzątko, jest w stanie spowodować ogrom cierpienia i problemy z dalszym chodzeniem. Dlatego chyba lepiej po dnie tym nie stąpać, lecz robić to, co w wodzie robi się najlepiej. Pływać. Tak jak i zresztą pływają tutaj rozmaite ryby – te, w przeciwieństwie do jeżowców, zupełnie niegroźne. Zresztą, ciężko byłoby stanąć na płynącą rybę…

Jednak Kriopigi to nie tylko morze, ciepła woda i bezlitosne jeżowce. To również cicha i spokojna miejscowość. Taka oczywiście jest teraz – we wrześniu – poza sezonem. Bo w sezonie nie wiem, co tutaj się dzieje, choć zdaje mi się, że mogę sobie to wyobrazić. Wszak miejsce to bez wątpienia musi być naznaczone szerokimi rzeszami turystów, płynącymi wzdłuż rozgrzanych od słońca asfaltowych ulic i odwiedzającymi lokalne stragany pełne różnorakich pamiątek. Zarówno tych całkiem zmyślnych suwenirów, jak i tych nieco bardziej kiczowatych, czy wręcz tandetnych zbieraczy kurzu. Ale na szczęście jest wrzesień. A we wrześniu…?

We wrześniu po turystach może pozostało jedynie echo. Ale wciąż jest słońce. Dużo, dużo słońca, które wciąż przypieka nieosłonięte części ludzkiego ciała.

Tak oto w blasku promieni gwiazdy dziennej można wyruszyć wzdłuż głównej ulicy biegnącej równolegle do wybrzeża Półwyspu Kasandry lub zanurzyć się w którejś z bocznych uliczek Kriopigi. Jeszcze bardziej cichych i spokojnych, ale za to z punktami, które mogą przykuć oko: kościołem, z pełnymi zieleni alejkami, ze źródełkiem wody, z miejscami wyglądającymi na opuszczone i zapomniane…

…ze ścieżką prowadzącą na wzniesienie. Nie to, że od razu na jakąś wielką górę – po takie widoki lepiej wybrać się na trzecią, na najbardziej oddaloną od Kriopigi odnogę Chalkidiki, gdzie ponad wodami otaczającymi Grecję, wznosi się święta i pełna tajemnic Góra Athos (Άθως). Tutaj mam jedynie zwyczajne, delikatne wzniesienie terenu pozwalające spojrzeć na otoczenie nieco z góry.

A kiedy słońce na wzgórzu tym będzie aż nazbyt dawało się we znaki – wystarczy pójść nieco w głąb ścieżki… do cienia w gaju otaczającym niewielką świątynię. Tu można się skryć przed bezlitosnymi promieniami słońca, które przeszywają rozgrzane powietrze, lecz na szczęście nie są w stanie przebić się przez pełne liści korony drzew. Dlatego jest tutaj tak przyjemnie. Tak cicho i spokojnie… aż człowiek czuje się bezpiecznie. Nie tak jak na najeżonym kolcami dnie pobliskiej zatoki.


Przeczytaj też:

Z Kriopigi możesz dojechać autobusem do Salonik, które mogą poszczycić się długą historią i wieloma zabytkami. Ale trudno powiedzieć, aby miasto to było piękne…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *