6 powodów, by wyskoczyć do Harrachova

Jak gdzieś wyskoczyć na szybko tuż za naszą południową granicę, nawet poza sezonem, to tylko do Harrachova! Pomimo, że nie odbywają się tam już od 2014 roku skoki narciarskie na mamuciej skoczni, zresztą jednej z kilku na całym świecie. Wyskoczyć tu jednak warto… z przynajmniej kilku powodów. A oto i one!

Po pierwsze: skocznie narciarskie mimo wszystko

Można tu zobaczyć, jak puste, bez sportowców i tłumów kibiców żyją skocznie narciarskie. A właściwie… jak umierają, bowiem brakuje pieniędzy na remont, w szczególności na “mamuta” zwanego Čerťákiem, stoi więc on dziś pusty, zarośnięty, podniszczony. Ale i w takim stanie robi wrażenie.

Skocznie w Harrachovie
Skocznie w Harrachovie

Po drugie: Čertova hora, co nad Harrachovem dominuje

Zbocze, na którym wybudowano mamucią skocznię narciarską należy do Czarciej Góry, która to pnie się wysoko ponad okoliczne tereny. Nie jest to oczywiście najwyższa góra Karkonoszy, wszak liczy ona sobie dość skromne 1020 m n.p.m., ale zarazem z jej szczytu rozpościera się ładny widok. I na leniwe miasteczko u jej stóp i na grzbiety górskie dookoła nas, na bliższym i dalszym horyzoncie.

Drewniana statua diabła na Czarciej Górze
Na szczycie Czarciej Góry

 

Widok na Karkonosze z Czarciej Góry
Widok ze szczytu Czarciej Góry

Po trzecie: 300 lat tradycji zobowiązuje!

Choć sam Harrachov nie jest miasteczkiem nadzwyczaj starym, gdyż jego początki sięgają XVII wieku to znaczną część tej historii stanowi tradycja szklarska. Ma ona aż 300 lat! I po dziś dzień nadal funkcjonuje tutaj huta szkła oraz stoją liczne sklepy oferujące rozmaite lokalne wytwory, czasem małe szklane dzieła sztuki, czasem po prostu użytkowe utensylia. A może by tak kupić sobie kubek ze słynnym czeskim krecikiem?

Po czwarte: czeskie jedzenie kusi zawsze

Gdzie zjeść lepszy smażony ser, jeśli nie w samych Czechach, w ojczyźnie tego dania? No gdzie? Choć oczywiście to nie jedyne czeskie danie, którym możemy być na miejscu skuszeni. A, zapewniam, kilka dobrych punktów gastronomicznych w Harrachovie się znajdzie.

Po piąte: spokój i cisza

Poza sezonem miasteczko jest leniwe, można więc tu odpocząć od zgiełku dużych miast i pospacerować w ciszy pośród “małych” zabytków szytych na miarę Harrachova. W sezonie również nie jest to najbardziej oblegane miejsce na polsko-czeskiej granicy, gdyż w nieodległej okolicy są bardziej znane i popularne kurorty.

Widok na kościół św. Wacława w Harrachovie
Kościół św. Wacława w Harrachovie

Widok na Harrachov z kolejki linowej na Czarcią Górę

Widok na Harrachov i góry z kolejki linowej na Czarcią Górę

Kaplica św. Elżbiety w Harrachovie
Kaplica św. Elżbiety w Harrachovie
Drewniana statuetka św. Floriana w Harrachovie
Drewniana statuetka św. Floriana w Harrachovie

Po szóste: stąd Karkonosze stoją przed nami otworem

Harrachov może być świetną bazą wypadową: zarówno w głąb samych Czech, jak i wgłąb Karkonoszy. A wcale daleko iść nie trzeba, by zachwycić się już pierwszym pięknym miejscem w bliskiej okolicy. Na myśli mam przecież wodospad Mumlawy, który na dobrą sprawę leży jeszcze w granicach tego czeskiego miasteczka. To jak, idziemy?

Widok na okoliczne góry ze szczytu Czarciej Góry w Harrachovie

Wodospad Mumlawy w czeskim Harrachovie
Wodospad Mumlawy

Pewnie znajdzie się jeszcze dziesiątki innych powodów do wyskoczenia do Harrachova, zależnie od tego, czy chcemy tam jechać poza sezonem, czy jednak w sezonie. Zależnie od tego, czy uprawiamy sporty zimowe, czy szukamy wytchnienia od codzienności, czy po prostu marzymy o leżeniu w hotelowym SPA. Po prostu, każdy powód, aby wyskoczyć do Harrachova, jest dobry.


Przeczytaj też:

Sprawdź jak z bliska wygląda Wodospad Mumlawy, o którym jest mowa w powyższym tekście.

A może masz ochotę na więcej „czeskiej cywilizacji”? Więc zobacz, czy warto jechać do Ołomuńca!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *