Ktoś, kto grał w chociaż jedną z gier z serii “Uncharted” – będzie wiedział, czego powinien spodziewać się po filmie pod takim samym tytułem. Dla niegrających, to może być zupełna niespodzianka. Kto zatem będzie na ekranizacji bawił się lepiej?
Nie wiem, czy podział ten będzie przebiegał pomiędzy tymi, którzy z “Uncharted” już wcześniej się zetknęli na konsolach marki Sony, a tymi, dla których będzie to pierwszy kontakt z marką. Granica ta będzie raczej przebiegała między tymi, którzy od filmu oczekują ”standardowej” opowieści przygodowej z mniej lub bardziej spektakularnymi scenami, a tymi, którzy oczekują… czegoś więcej. Bo myślę, że i grę wideo lubili z jednej strony ci, którzy po prostu szukali “przygody” z elementami zręcznościowymi i z garścią zagadek, z drugiej strony ci, którzy próbowali dostrzec w tej opowieści ciekawe postaci, których losy splatają się w mniej lub bardziej ciekawej fabule łączącej przeszłość z teraźniejszością. Bo właśnie to wszystko w grze wideo było – niezwykłe przygody w różnych częściach świata, inspirowane przeszłymi dziejami, niczym w przygodach Indiany Jonesa, szybka akcja i jej zwroty, a wreszcie i wyraziste postaci – protagoniści, antagoniści i bohaterowie poboczni, którzy budowali wciągającą atmosferę “Uncharted”. No i fabuła, która splatała życiorysy tych wszystkich ludzi.
Tymczasem film “Uncharted” w moim odczuciu tego wszystkiego w pełni nie oddaje. Z jednej strony mamy bohaterów, którzy nijak mają się do tego, co zaprezentowane było w grach. Mało tego – te postaci po prostu są “nijakie”. Jak wycięte z szablonu – nie jest to jednak “kopiuj-wklej” z gry komputerowej, lecz ze stereotypowych bohaterów innych filmów przygodowych. A co ze wspomnianymi przygodami? W grach wideo znaczna część opowieści toczyła się w niezwykłych sceneriach, które skrywały w sobie magię historii, tajemnicę i zagadki. W filmie scenerie już tak spektakularne nie są – skakanie po dachach współczesnej Barcelony i przechodzenie tunelem z wielowiekowej świątyni do klubu nocnego – z grami “Uncharted” mi się nie kojarzy. Wielu elementom fabuły zdaje się brakować większej logiki, antagoniści momentami są “głupi”, a cała historyjka – nieciekawa, jak cholera!
Oczywiście ktoś, kto szuka po prostu niezobowiązującego filmu przygodowego, w którym będzie się “coś” działo – może przy “Uncharted” bawić się całkiem nieźle. Ale jeśli ktoś w gry “Uncharted” wkręcony był bardziej i ceni sobie nieco bardziej warstwę fabularną, czy sposób, w jaki kreowani są bohaterowie – klaskać z radości nie będzie. Nie twierdzę, że jest to film tragiczny, ale za żadne skarby nie mogę powiedzieć, że jest dobry. Wiem, że pierwowzór niósł za sobą znacznie większy potencjał i czuję, że tutaj go zmarnowano.
Przeczytaj też:
Jeśli lubisz przygody w odległych krainach – poznaj moją książkę komediową pt. „Bezdech tropików”, która zabierze Cię na Karaiby.
Poznaj także „7 grzechów głównych Indiany Jonesa i Lary Croft”.


