Jeszcze nie tak dawno temu o Puszczy Knyszyńskiej wiedziałem niewiele, żeby nie powiedzieć, że nic. A dziś? Dziś nie mogę powiedzieć, żebym wiedział o niej nadzwyczaj dużo, ale… No właśnie, jest jedno duże “ale” – a właściwie takie “ale” długie na 30 km. Bowiem mogę się pochwalić, że owej puszczy widziałem całkiem sporo. A to dzięki wzięciu udział w przedsięwzięciu, które dla niektórych jest pestką, dla innych nie lada wyzwaniem – ja byłem zdecydowanie bliższy tego drugiego stwierdzenia. Mówiąc konkretniej: chodzi o 30 kilometrów biegu, co się zowie Bison Ultra Trail. Co prawda jego start i meta usytuowane były w Supraślu, lecz znakomita część trasy przebiegała właśnie przez rzeczoną Puszczę Knyszyńską. I właściwie na tym mógłbym zakończyć moją opowieść, bo cóż tu więcej napisać? Jak biegłem, pociłem się i męczyłem?


Ale oprócz tego, że przebierałem szybciej lub wolniej nogami, rzucałem jeszcze wokół siebie spojrzenia. I ktoś mógłby powiedzieć: no cóż, drzewa, jak każde inne. Las, jak wiele innych w Polsce. I wiecie co? Nic dodać, nic ująć – równie dobrze mógłbym spacerować lub biegać po innych lasach w naszym kraju i nie widziałbym pod kątem biologicznym zbyt wielu różnic. Bo botanikiem nie jestem i charakterystycznej roślinności definiującej taki czy inny rejon nie dostrzegam. Ale turystycznie już – dostrzegam wiele. Dostrzegam rozległość i dzikość lasów, słyszę ”ciszę” puszczy, cieszę się śpiewem ptaków i łapię słońce, które przedziera się między koronami drzew. Chwytam spokój i ukojenie dla nerwów, mimo że oddech przyspiesza wraz z każdym kolejnym pokonanym kilometrem biegu.



A trochę szkoda, że owym botanikiem nie jestem, bo może bym jeszcze więcej ciekawych doświadczeń z Puszczy Knyszyńskiej wyniósł, niż ta mniej lub bardziej mistyczna cisza i spokój. W końcu pod korą wielu tutejszych drzew kryje się historia. W miejscu tym wypadałoby wspomnieć typową dla tego regionu roślinę – sosnę masztową, zwana też sosną supraską. Całkiem imponującą, bo osiągającą 35 metrów, choć może ona urosnąć i do 45 metrów. I tu przechodzimy do ukrytej w Puszczy Knyszyńskiej przeszłości, wszak sosna masztowa, oprócz tego, że wzbija się swoim “czubem” do góry, okazuje się być także bardzo dobrym surowcem, cenionym od wieków w Europie. Nic więc dziwnego, że już w XVI wieku spławiano ją rzeką Supraśl do Narwi, a następnie Wisłą do Gdańska. I stamtąd dalej w świat, choćby do Anglii czy Hiszpanii, gdzie była wykorzystywana na maszty okrętów żaglowych. Któż to teraz wie, czy kawałek Podlasia nie brał niegdyś udziału w jakiejś śmiałej wyprawie morskiej, o której czytamy dziś w książkach z historii?



A tymczasem ja okazuję się nie tylko średnim biegaczem, ale i botanicznym ignorantem, bo nawet nie wiem, czy na taką sosnę natknąłem się na trasie mojej 30 kilometrowej trasy. W sumie nie tylko dlatego, że aż tak na drzewach się nie znam, ale też dlatego, że biegłem i nie skupiałem się na gatunkach, podgatunkach, ćwierćgatunkach, czy co tam jeszcze botanicy rozróżniają. Cieszyłem się naturą. Bo w Puszczy Knyszyńskiej jest jej mnóstwo. Wielka jej połać. I łapałem oddech. Nie tylko ze zmęczenia, ale i z radości, że jest tutaj tyle świeżego powietrza.


Tak, to drugi największy kompleks leśny na Podlasiu, a w całym kraju jest w pierwszej dziesiątce najrozleglejszych terenów leśnych. No i ponoć ciągle się rozrasta, bo zalesiane są nowe tereny. A ja przebiegłem z tego wszystkiego jedynie 30 km, piszę ”jedynie”, choć nie mam zielonego pojęcia, jak przyrównać jednostkę długości do jednostki powierzchni, ale myślę, że i to da jakieś wyobrażenie o skali tego sportowego przedsięwzięcia. I jeszcze większej skali natury. Bo dla człowieka to aż 30 km stawiania kroków w mniejszym lub większym tempie. Kto tyle w ogóle chodzi w ciągu dnia, żeby nie mówić o przebiegnięciu takiego dystansu? A tymczasem Puszcza Knyszyńska to aż 1050 kilometrów kwadratowych. Jakby z całej puszczy powstał kwadrat, ja przebiegłbym jedynie jego jeden bok, nie mówiąc już o setkach linii, które mogłyby przecinać jego wnętrze, łącząc boki przez środek owej figury, na skos i w milionie innych kombinacji.

Mało tego, nie patrzmy na Puszczę Knyszyńską jedynie jako płaski kształt wyrysowany na mapie – to również teren, który charakteryzuje się pewnym bogactwem, że tak powiem, pionowym. I nie mam na myśli tylko tych jakże osławionych sosen masztowych, lecz po prostu ukształtowanie terenu. Biegnąc owe urastające w moich słowach do rangi mitu 30 km (a przecież wiele osób na Bison Ultra Trail biegło dłuższe dystanse!), przebiegałem choćby przez Góry Krzemienne, pełne górek i pagórków, które kazały uczestnikom nierzadko wspinać się po lesistym terenie, gdzie względne wysokości wzniesień mogą osiągać nawet 30 metrów. A są na terenie Puszczy Knyszyńskiej również i Jesionowe Góry. Są tu mokradła, rozlewiska, rzeka Supraśl i Sokołda. Bogactwo naturalne na całej szerokości, wysokości i głębokości.


Patrząc na owe bogactwo i na moje skromne osiągnięcie (w skali całej puszczy), choć poczynione niemałym wysiłkiem – nic dziwnego, że widziałem tylko niewielką cząstkę tego, co można tu ujrzeć. Lecz ta cząstka wystarczyła, aby mnie zauroczyć. Jest tu bowiem zielono, dziko, cicho (w sensie cywilizacyjnym), wręcz pierwotnie. A gdzieś tam w głębi puszczy, a może nawet i na jej skraju, żyją żubry, które być może nawet patrzyły, jak biegnę, w końcu to im poświęcona jest nazwa Bison Ultra Trail. Lecz ja ich nie dostrzegłem. Może dlatego, że nie na tym się skupiałem? Po prostu cieszyłem się wolnością, chwilą pędu, radością przebywania w miejscu, gdzie przyroda przecina się z historią, gdzie teraźniejszość przecina się z egzotyczną tatarską przeszłością, gdzie Podlasie łączy się z dalekimi wyprawami morskimi. Nawet jeśli ta dzika radość była doznawana w powolnym tempie.
Bo i w końcu nie pędziłem. Ale może gdzieś w głębi tego starego lasu ktoś inny pędzi… Ducha Puszczy?

Przeczytaj też:
Na biegu miałem specjalną koszulkę reprezentującą moją debiutancką książkę „Bezdech tropików”, więc zachęcam do zapoznania się z nią.
A może zamiast czytać – wolisz jeść? Zatem sprawdź, gdzie zjeść w Białymstoku.


