„Wiedźmin” (reż. Lauren Schmidt)

Gdy lata temu zaczytywałem się w “wiedźmińskich” książkach Andrzeja Sapkowskiego, nie spodziewałem się wówczas, że na ich podstawie wkrótce Polacy nakręcą film (i serial), a następnie powstanie popularna na całym świecie seria gier wideo, a wreszcie i amerykańska ekranizacja… ale oto i jest i mogę śmiało usiąść do jej zrecenzowania, choć to dopiero pierwszy sezon serialu pt. “Witcher”. Na wstępie muszę zaznaczyć, że wobec serialu nie miałem wielkich oczekiwań i raczej podchodziłem do niego na chłodno, choć z minimalnym entuzjazmem. Nie liczyłem jednak na precyzyjne odzwierciedlenie świata przedstawionego w książkach, a zarazem byłem świadom zarzutów, które fani sagi stawiali filmowcom. Obejrzałem więc na spokojnie…

…i nie zawiodłem się. Nie był to serial, który mnie w sobie rozkochał bez pamięci, ale też nie odrzucił. Wręcz przeciwnie, oglądało się go przyjemnie, a ostatecznie pozostawił po sobie niedosyt. Chęć zobaczenia więcej. Bo czuć, że pierwszy sezon to dopiero wstęp do czegoś większego. Póki co, jednak, filmowcy poszli na pewne kompromisy, na szczęście nie zgniłe, a raczej przemyślane i sensowne. I wiele wyborów, które wcześniej fani “Wiedźmina” wytykali palcami, okazało się moim zdaniem wyborami dobrymi: Henry Cavill całkiem nieźle poradził sobie z przydzieloną mu rolą Geralta z Rivii, choć nie wiem, czy przebił w tym wyśmienitego przed laty Michała Żebrowskiego, który tytułowego bohatera zagrał w polskiej adaptacji (niezbyt udanej) tej popularnej książki Andrzeja Sapkowskiego. Yennefer, choć nie przekonała mnie typem urody, zdecydowanie poradziła sobie aktorsko. Nieźle wypadła również Cirilla. Wspominam przede wszystkim te trzy postacie, bo to one są głównymi bohaterami 1-szego sezonu i to ich historie przedstawione są w serialu za pomocą trzech osi czasowych. Choć ten ostatni zabieg, mimo że ciekawy i nietypowy, moim zdaniem wprowadził nieco chaosu do serialu, głównie ze względu na fakt, że te trzy osie są przesunięte względem siebie czasowo. Wracając jednak jeszcze do wyborów aktorskich – warto podkreślić, że pojawienie się na ekranie aktorów o innym kolorze skóry niż biały, co budziło kontrowersje wśród fanów twórczości Andrzeja Sapkowskiego, nie miało moim zdaniem negatywnego wpływu na ostateczny odbiór całego utworu.

Ładne zdjęcia, scenografia, cieszące oko ujęcia, niezła charakteryzacja (choć u samego wiedźmina brak kocich oczu, a makijaż Yennefer zdawał się nietrafiony) również sprawiają, że serial ogląda się z przyjemnością. Choć największe wrażenie robią sceny walki – dynamiczne, pełne energii, ruchu, po prostu świetnie zrealizowane. Aż żal, że nie ma ich w “Wiedźminie” nieco więcej. Bo momentami sceny zdają się być nieco przegadane, za mało w nich dynamiki, choć trzeba pamiętać, że siłą książek była właśnie fabuła, a nie nieustanna “sieczka”. Całości dopełnia muzyka, która dobrze wpasowuje się w klimat serialu – dość mroczny zresztą klimat, ale w moim odczuciu taki właśnie miał być.

To, co podobało mi się najmniej, czy właściwie nie podobało się w ogóle to… kostiumy. Ale nie wszystkie. Tylko zbroje Nilfgaardczyków, które wyglądały raczej na coś wiotkiego, niż ochronę rycerza podczas walki. Pozostałe kostiumy są jednak bez zarzutów z mojej strony…

…i czekam na więcej. Choć pierwszy sezon nie był czymś oszałamiającym to jednak może być dobrym wstępem do czegoś więcej. I na to liczę.

PLUSY:

+ muzyka
+ ładne zdjęcia/ujęcia
+ dobra charakteryzacja
+ scenografia
+ sceny walki
+ aktorzy

MINUSY:

– trzy osie czasowe wprowadzają nieco chaosu
– dużo gadania, mało akcji i dynamiki
– niektóre kostiumy (Nilfgaard)


Przeczytaj też:

A co powiesz na inną niezależną filmową produkcję wiedźmińską? Przeczytaj recenzję na moim blogu.

A jeśli lubisz też fantastykę w wydaniu literackim to przeczytaj moje opowiadanie fantasy pt. „Niezmienność”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *