Wbrew “walcowemu” tytułowi, książka Wioletty Piaseckiej nie zabierze czytelnika do Wiednia, ani też do Anglii, czy chociażby do Francji. Ani do żadnego innego miejsca, które może przyjść pierwsze na myśl, gdy mówimy o tym jakże charakterystycznym niemieckim tańcu. Książka ta zabierze nas bowiem…

…najpierw do codziennego życia Kaliny i Wojtka w Polsce. Ich pełnego rutyny, ale i niezdrowych relacji życia. Jak nietrudno domyślić się czytelnikowi, ich małżeństwo powoli chyli się ku upadkowi, choćby nie wiem jak bardzo główna bohaterka wmawiała sobie, że musi być inaczej. Wreszcie przecież i ona pęka i rusza w spontaniczną podróż na Rodos, gdzie poznaje mężczyznę, który pokazuje jej, że życie może wyglądać zupełnie inaczej. Inaczej niż dotychczas."Niezapomniany walc" Wioletta Piasecka - recenzja książki

“Niezapomniany walc” to lekka książka o zabarwieniu miłosnym, która… opiera się na kilku dość wątpliwym założeniach. A może przeoczeniach Autorki? Kiedy Kalina wyrusza na Rodos, jej mąż nie ma pojęcia o tym, gdzie się ona znajduje. A przecież kupowała przez internet bilety lotnicze… co musiało po sobie zostawić odpowiedni ślad na wspólnym koncie bankowym małżeństwa. A, jak dobrze wiemy z kart powieści, mąż przewertował owe konto, widząc, że Kalina wybrała fundusze niezbędne do przeżycia na greckiej wyspie, a jakoś umyka mu fakt, że z konta zniknąć musiała również odpowiednia sumka, niezbędna do wykupienia lotu na Rodos. Ponadto zaprezentowany przez Wiolettę Piasecką obraz Rodos, czy właściwie: mieszkających na wyspie Greków, jest niezwykle cukierkowy. Jakbyśmy mieli do czynienia z mitycznymi herosami, którzy reprezentują jedynie zalety (niemal bez wad!) pożądane przez kobiety. Trochę to dziecięco naiwne, czy wręcz odrealnione. Być może z góry był taki zamysł Autorki, aby nieco ten grecki świat pokolorować, lecz ja jako czytelnik mam też prawo przed tym zaprotestować. Okazać swoje niezadowolenie.

Ogólnie rzecz biorąc “Niezapomniany walc” to książka lekka i niezobowiązująca. Bez wątpienia nie aspiruje ona do bycia wielką literaturą. Raczej jest to umilacz wieczorów spędzanych w domu lub urlopu. Taki, na który trzeba nieco przymknąć oko, ale wówczas drugim okiem można spokojnie książkę tę czytać.

PS
Alaksandros Ipsilantis, miał korzenie wołoskie, a nie włoskie, jak pada w książce. Trochę razi po oczach nawiązywanie do historycznych postaci poprzez błędne ich zaprezentowanie.


Przeczytaj też:

A o wspomnianym Ipsilantisie dowiesz się więcej z moich wspomnień z Doliny Motyli, w którym to też zobaczysz ładny kawałek Rodos.

Wybierz się też razem ze mną na wirtualne zwiedzanie Rodos.