Ile to już filmów o rekinach zna kino? Trudno chyba zliczyć. Ale z pewnością łatwiej będzie zliczyć dobre filmy w tym temacie, bo zdecydowanie jest ich niewiele. A jeszcze swoje 5 groszy postanowił w 2010 roku dorzucić Andrew Traucki reżyserując film pt. “Rafa”.
Przy czym, warto to dodać, “Rafa” inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. To ważne, aby wiedzieć, że opowieść ta jest “inspirowana”. Bo z jednej strony możemy oczekiwać, że nie będzie to wymyślna historia o oszalałych rekinach mutantach, ale też musimy mieć świadomość, że prawdziwe wydarzenia z 1983 roku nie do końca tak się potoczyły. Choć ogólny zarys tej “przygody” zgadza się z faktami. Czyli co tutaj mamy? Grupę znajomych, która płynie jachtem, lecz ku ich nieszczęściu jacht ulega uszkodzeniu i zaczyna tonąć. Ze względu na nagłą sytuację, nie mają jak zgłosić się po pomoc drogą radiową, muszą radzić sobie samemu. Czyli pozostać na wywróconej do góry dnem łodzi… nie mając pewności, że się tam przeżyje. Lub wyruszyć wpław, by dopłynąć do odległej o kilkanaście kilometrów wyspy, gdzie z pewnością byłoby łatwiej przetrwać w oczekiwaniu na nadejście potencjalnej pomocy.
Część rozbitków postanawia powalczyć o życie, zamiast biernie czekać. Wchodzą do wody i ruszają “w podróż” ku wyspie, która ma być ich ocaleniem. Jak nietrudno się domyślić, w pewnym momencie na ich wodnej drodze pojawia się rekin, który wkrótce ma się okazać dla nich śmiertelnym zagrożeniem. Nie rzuca się jednak bezsensownie do zabijania wszystkich osób w wodzie, lecz poluje systematycznie – ofiara za ofiarą. Co sprawia, że sytuacja, w której bohaterowie opowieści, którzy wskoczyli do wody, by walczyć o życie, poniekąd rzucili się tym samym w paszczę samej śmierci. A przynajmniej ze śmiercią, już nie od utonięcia, nie od wyczerpania, nie od słońca, głodu i pragnienia, muszą walczyć. Co gorsza, widząc jak podobną walkę toczą ich kompanii i… jak walkę tę przegrywają. Co bez wątpienia potęguje beznadzieję ich sytuacji.
To nie jest film, w którym ludzie bohatersko walczą z rekinem – bo od czasu, gdy ten zaczyna na nich polowanie, zdają się być skazani na porażkę. Są w jego środowisku, człowiek nie jest zwierzęciem wodnym, już sama szeroka przestrzeń morska sprawia, że człowiek walczy o przetrwanie… Sytuacja więc wydaje się beznadziejna, a dramat rośnie wraz z każdym kolejnym atakiem rekina. Ten ostatni nie jest tu jednak demonizowany, jako bestia, która jest w stanie zrobić wszystko – włącznie ze zniszczeniem łodzi – by dorwać się do ciała ludzkiego. Tu po prostu ma dostępny łatwy łup, który sam znalazł się na terenie jego łowów.
“Rafa” nie straszy widza narastającym napięciem, co raczej poczuciem beznadziejnej sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie. Może to trochę błąd, bo jednak stymulacja owego napięcia mogłaby wywołać więcej emocji i lepszy odbiór filmu. Choć i bez tego jest on niezły. Nie jest to film wybitny, ani bardzo dobry, ale jest przyzwoity. Choć momentami również niedopracowany (w moim odczuciu: gra aktorska, dialogi). Jeśli ktoś jednak szuka kina, w którym groza wisi w powietrzu, czy raczej w wodzie, a głównym antagonistą jest rekin – to myślę, że może spokojnie ten tytuł wrzucić na swoją listę życzeń.
Przeczytaj też:
Jeśli lubisz historie oparte na faktach to sprawdź również recenzję filmu „Za burtą”.
A jeśli po prostu szukasz rozrywki na wieczór, to może zainteresować cię także moja komedia erotyczna pt. „Bezdech tropików”.


