Jako miłośnik literatury Stephena Kinga… wbrew pozorom niezbyt chętnie sięgam po ekranizacje jego książek. Zwykle mam wrażenie, że brakuje im tej mocy wywoływania strachu, jaką mają książki słynnego amerykanina (choć nie mówię tu o wszystkich ekranizacjach). Ale jednak od czasu do czasu skuszę się na jakąś produkcję… Tak jak to miało miejsce z “Miasteczkiem Salem” z 2024 roku, w reżyserii Garyego Daubermana.

No cóż, po obejrzeniu mogę sobie powiedzieć, że nie zawiodłem się. Bo i nie oczekiwałem nadto dużo. Nie to, że film był zły, ale też trudno powiedzieć, że był dobry. Owszem, nieźle zrealizowany, z dobrymi ujęciami, z dobrymi efektami specjalnymi… Ale też nie ma w tym czegoś wyjątkowego. Przede wszystkim brakuje temu wiarygodności. Pewnie dziwisz się, o jakiej wiarygodności mówić w filmie o wampirach, a jednak literatura Kinga ma to w sobie, że mimo iż opowiada historie z palca (lub z szyi) wyssane to jednak sposób ich opowiadania jest taki, że człowiek wierzy, że mogło się to wydarzyć w rzeczywistości. A w filmie “Miasteczko Salem” ta wiarygodność jest zaburzona wielokrotnie, na różnych etapach, na różne sposoby. Czasem mam wrażenie, że brakuje spójności w kostiumach różnych postaci, jakby pochodziły z odmiennych epok, czasem postaci są mało przekonujące, a może i nawet… mało realistyczne. I choć w teorii z góry wiemy, że to jedynie opowieść filmowa – historia fantastyczna, to jednak w żadnym momencie film nie próbuje nas przekonać, że jest inaczej. Tymczasem Stephen King przekonuje nas do tego w swoich książkach.

Tak jak wspomniałem – nie oczekiwałem wiele, więc nie straciłem wiele. Choć powinienem oczekiwać dużo. W końcu to Stephen King, król literatury grozy. Z drugiej strony… no właśnie, to król literatury, a nie ekranu. Może po prostu nie da się dobrze tej grozy przenieść z papierowych kartek i ludzkiej wyobraźni na szklane ekrany?


Przeczytaj też:

Lubisz opowieści z postaciami pochodzącymi z dawnych mierzeń, mitów, czy legend? Przeczytaj moje opowiadanie fantasy.

Zachęcam też do przeczytania mojej debiutanckiej książki, w której wampirów nie ma, ale… są inne szalone przygody. Sprawdź książkę „Bezdech tropików”.