Różnie bywa w życiu i degradacja z detektywa policyjnego na kontrolera restauracji… być może nie brzmi śmiesznie. Ale jeśli ubierze się to w odpowiednie ramy to może być całkiem ciekawy sposób na kreację postaci z przymrużeniem oka. Tak, jak ma to miejsce w serialu “Małpi biznes” (szerzej znanym jako “Bad monkey”) z Vincem Vaughnem w roli… głównej. Bo nie tytułowej.
Tym oto “zabawnym” akcentem zakończmy wstęp i przejdźmy do sedna. Do tego, czy serial ten bawi, czy nie bawi. Czy warto poświęcić mu kilka godzin, czy lepiej unikać go jak małpy ze wścieklizną? W końcu to tylko kolejny kryminał, w którym znalezione zostaje ciało (czy też jego fragmenty), w pięknych tropikalnych okolicznościach przyrody i jakoś nikt się nie piekli z wyjaśnieniem sprawy, bo niekoniecznie jest to komuś na rękę. A jak się z czasem okazuje, coraz większej liczbie osób jest to nie na rękę, bo nie tylko chodzi o nieodstraszanie turystów, ale i o stojącą za tym grubszą intrygę. A rozwiązaniem kryminalnej zagadki zainteresowane są przede wszystkim osoby, które tym nie powinny się zajmować. Choćby dlatego, że nie ma się już papierów na bycie detektywem… I czekają na kontrolę kolejne restauracje wymagające przynajmniej deratyzacji.
“Małpi biznes” choć brzmi jak niekoniecznie udana inicjatywa zarobkowa to jednak serialem jest udanym. Mamy tu wakacyjną otoczkę z palmami na około, dobrą pogodę, hawajskie koszule (choć akcja toczy się w Key West), fragment ludzkiego ciała, wdowę w żałobie, niechęć służb… i gruby przekręt na horyzoncie. Niezła mieszanka. Serio: niezła. Ogląda się to dobrze, bo ma swój klimat, choć pewne sytuacje i bohaterowie są przerysowani, ale… No przecież to jest tylko komedia!
Przeczytaj też:
Jeśli szukasz komedii w równie tropikalnych klimatach to sprawdź książkę mojego autorstwa pt. „Bezdech tropików”.
Ciekawostka: w Key West, gdzie toczy się akcja serialu, mieszkał niegdyś Ernest Hemingway. Zobacz, jak wyglądał dom Hemingwaya… ale ten na Kubie.


