Czy to był mój debiut w czasopiśmie? Przyznam szczerze, że trudno powiedzieć. Raz, że już wiele lat wcześniej było „o mnie” głośno w mediach, po moim porwaniu, choć wtedy nie padały konkretne dane osobowe (jak już coś, to występowałem jako Tomasz M.), jednak sprawa była omawiana we wszystkich największych mediach w Polsce. Dwa, że nie wiem, czy jako debiut można by było uznać wysłanie listu i zdjęć do rubryki tworzonej przez czytelników (za honorarium w wysokości całych 50 zł – majątek!). Trzy, że… najzwyczajniej w świecie teraz nie pamiętam, czy wcześniej już gdzieś nie zdarzyło mi się coś opublikować.

No, ale fakt faktem był to mój pierwszy raz w Tele Tygodniu. Po tym, jak przez długi czas zastanawiałem się, czy w ogóle wysłać do nich ten list i zdjęcia z Syrii, rozważając za i przeciw – choćby czy to najzwyczajniej w świecie nie „siara”… Ale jednak stwierdziłem, że co mi szkodzi.

A kiedy już gazeta z wydrukowanym listem trafiła w moje ręce, doznałem zawodu. Nawet nie dlatego, że jedno ze zdjęć wydawnictwo postanowiło wydrukować jako lustrzane odbicie (tak im widoczniej lepiej się komponowało na stronie), ale po prostu było mi głupio, bo skrócony przez redakcję tekst zawierał istotny w moim odczuciu błąd. Miasto Hama zamienili na Hamy. I już nawet nie chodzi o to, że może komuś się ta nazwa ze zwykłymi chamami pomylić, lecz o to, iż mogę przez czytelników nie z własnej winy zostać uznanym za zwykłego ignoranta, który był w mieście, ale najwyraźniej nie wie, jak się ono nazywa. Bo tak pewnie napisał w liście do redakcji.

Podróż do Syrii według Tomasza Merwińskiego w Tele Tygodniu z 2011 roku

No cóż, czas się rozprawić z demonami przeszłości! Po publikacji sprawdzałem kilkakrotnie, jaką wersję wysłałem i tam była wersja prawidłowa. Ale redakcja, podczas skracania wysłanego przeze mnie opisu, zmieniła również nazwę miasta.


Przeczytaj też:

O syryjskiej Hamie (a nie Hamy) możesz oczywiście poczytać na mojej stronie, wsłuchując się w dźwięki tamtejszych norii.