Serial “Teheran” postanowiłem obejrzeć zachęcony pozytywnymi opiniami usłyszanymi tu i ówdzie… czy raczej przeczytanymi recenzjami tu i ówdzie w internecie. Brzmiało to obiecująco. Tym bardziej, że dobrą produkcją szpiegowską nie gardzę, a takich na rynku wcale dużo nie ma. A że tu jeszcze miało się wszystko toczyć na arenie, która wcale tak często nie gości na moim ekranie, czyli na Bliskim Wschodzie, a konkretnie w Iranie, to czułem się zachęcony na potęgę! Mając nadzieję, że nie będę się czuł i zawiedziony na potęgę.
A zaczyna się dobrze. Od początku czuć, że będzie to serial mocno nastawiony na intrygi, tajne akcje, misje pod przykrywką… że nie będzie to typowy, robiący wokół siebie szum James Bond (którego wszak lubię, ale z realizmem ma niewiele wspólnego). W “Teheranie” wiele wskazywało na to, że serial ten będzie kładł duży nacisk na realizm. Oczywiście co do wielu rzeczy pozostaje nam się jedynie domyślać, czy są one realne, czy nie – bo jako zwykli obywatele nie wiemy, jakich technik, metod i sprzętu używają agencje wywiadowcze. A w szczególności izraelski Mosad, który przynajmniej w powszechnej świadomości uchodzi za jedną z lepszych agencji na świecie. Niestety, pojawiają się w serialu również ”elementy”, które w owy realizm pozwalają wątpić. Czasem są to wątpliwości technologiczne (czy aby na pewno Mosad bez większych problemów ma zdalny podgląd do kamer CCTV… również w chronionych irańskich ośrodkach?), a czasem osobowe, relacyjne – niekiedy bohaterowie zachowują się dziwnie, nietypowo, wręcz nieprofesjonalnie, jak na pełnioną przez siebie rolę. I nie jest to tylko i wyłącznie kwestia innej kultury, mentalności, po prostu niektóre zachowania nie pasują do stworzonych na ekranie osobowości – wyrachowanych, zorganizowanych, mających doświadczenie i odpowiednią wiedzę. Trochę, jakby zabrakło niekiedy pomysłu, jak pewne rzeczy ograć, jak wybrnąć z niektórych sytuacji, aby pomimo nagłego impasu akcja toczyła się dalej.
Ogólnie jednak serial “Teheran” pozostawia po sobie dobre wrażenia. To solidny serial, w którym oczywiście trzeba przymknąć oko na niektóre rzeczy. Gdyby w końcu w 100% oddawał on otaczającą nas rzeczywistość – tę szpiegowską, niekoniecznie by wciągał i niekoniecznie by był interesujący z perspektywy widza. Tymczasem stworzono opowieść, którą chce się śledzić. Mimo iż opowieść ta bywa nierówna, to jednak nadal stoi ona wysoko powyżej średniej. Solidnie zrealizowana, mimo iż niekiedy przesadzona… lub niedociągnięta. Ale moim zdaniem warto serial “Teheran” obejrzeć.
Przeczytaj też:
Więcej tematów „szpiegowskich” znajdziesz w recenzji książki „Szpiedzy Tangeru”.
A jeśli wolisz tematykę bardziej podróżniczą – zapraszam na zwiedzanie Abu Simbel.


