Współpraca reklamowa z Audioteka
Książka osadzona w historycznych realiach dawnej Kuby, brzmi jak trudno dostępny na rynku literackim rarytas. Dlatego z zaciekawieniem sięgnąłem po “Niewolnicę wolności”, której autorem jest Ildefonso Falcones. Choć opis zdradzał, że to może być nie do końca mój ulubiony gatunek książek. Ale co szkodzi spróbować?

I stało się. Przebrnąłem przez całą treść, choć przecież było jej sporo – oj, sporo. W końcu to gruba powieść o dwóch wątkach, czy też o dwóch liniach czasowych. Akcja jednej historii toczy się przed laty na Kubie, w czasach niewolnictwa i walki o wolność przez tych, którzy byli zmuszani do nieludzko ciężkiej pracy, karceni, ciemiężeni… A akcja drugiej jest nam bliższa czasowo, współczesna, częściowo tocząca się w Hiszpanii, częściowo na wspomnianej Kubie, a skupiona na walce z bogatym rodem, który dorobił się na niewolnictwie. Nie są to jednak wątki zupełnie od siebie oderwane, bo łączą je więzy krwi bohaterek i wspólna sprawa, jaką jest walka ze zniewoleniem i zadośćuczynienie krzywd – dawnych i obecnych. Brzmi górnolotnie? Ale problemy okazują się przyziemne, zarówno w jednej, jak i drugiej linii czasowej. Obydwie linie obrazują, jak ciężko jest przeciwstawić się panującemu systemowi i władzy silniejszych oraz że nawet pozornie otrzymana wolność nie musi być upragnionym wybawieniem, lecz może być swego rodzaju… więzieniem.
Wątek historyczny przeprowadza czytelnika przez przeszłość Kuby, zabiera go na miejsca, które w kraju tym istnieją po dziś dzień lub chociaż przetrwały w szczątkowej formie – ot, taka podróż historyczna. Pozwala poznać nie tylko dzieje danego miejsca, ale też przybliżyć czytelnikowi sylwetki ludzi żyjących w tamtych czasach – ich kulturę, mentalność, a nawet wierzenia… Bo tu codzienne problemy przeplatają się z mistycznym wpływem bóstw. Nie ukrywam, że wątek ten bardziej mi przypadł do gustu, lecz zarazem wraz z wątkiem współczesnym, przedłużająca się historia zaczęła mnie w pewnym momencie nużyć. Coraz bardziej męczyć. I to dość solidnie. A wraz z każdą kolejną stroną coraz bardziej marzyłem o tym, aby dobrnąć do samego końca.
Zaczęło się ciekawie. I szkoda, że tak nie pozostało. Jednak w pewnym momencie książka z fabuły wplecionej w historyczne realia przerodziła się w nużący manifest polityczny. I bez oceniania owego manifestu – czy słuszny, czy niesłuszny – książka ta po prostu w pewnym momencie zaczęła mnie męczyć fabularnie. A że jest to książka fabularna to jednak oczekiwałem, że ten aspekt będzie potraktowany znacznie lepiej – będzie na nim większe skupienie. Tak oto moje oczekiwania nie zostały spełnione…
Przeczytaj też:
Jeśli chcesz poznać lepiej Kubę to zapraszam cię do takich miejsc, jak Dolina Viñales na zachodzie wyspy czy Baracoa na wschodzie wyspy.


