Gdy masz atrakcyjną dziewczynę, ale chcesz od życia więcej – bo poza nią masz jedynie zardzewiałego pickupa i tonącą łódkę – swój wzrok kierujesz ku “Błękitnej głębi”. Ku wodom na Bahamach, czy raczej ku dnu morskiemu, na którym zalegają skarby. Dawne hiszpańskie galeony zatopione tu wraz z cennym ładunkiem. Całkiem płytko… wystarczy tylko odnaleźć ich lokalizację i sięgnąć po nie ręką.
Oczywiście sprawa wygląda łatwo tylko na papierze, bo w rzeczywistości już tak łatwo nie jest. Trudno się bowiem nurkuje i wydobywa skarby, gdy nie ma się do tego odpowiedniego sprzętu. A ten kosztuje krocie. Z drugiej strony, główni bohaterowie mają szczęście – natrafiają na miejsce, które może kryć w sobie legendarny skarb piratów. A zarazem mają pecha, bo w pobliżu znajdują bardziej współczesny skarb – zatopiony samolot przemytniczy z narkotykami na pokładzie.
Jak można się domyślić, to zrodzi wiele problemów. Choć również rozbudzi wyobraźnię, będzie korespondować z marzeniami o błogim życiu na Bahamach. Jak się jednak nietrudno domyślić, ktoś tych narkotyków poszukuje. I ten ktoś może być bardzo niebezpieczny.
“Błękitna głębia” to film, który sięga po całkiem ciekawy, a zarazem rzadko eksploatowany temat poszukiwaczy skarbów. Współczesnych poszukiwaczy skarbów, którzy faktycznie sięgają do dna morskiego, by wydobyć z niego zatopione okręty. Są tu więc ładne podwodne ujęcia, mógłbym powiedzieć, że sceneria wyśmienita, choć robotę wykonuje tu przede wszystkim niesamowita natura. A wkład filmowców? No cóż, fabuła nie należy do wybitnie zaskakujących, ale sam film ogląda się całkiem przyjemnie. Szczególnie jeśli nie ma się w stosunku do niego wygórowanych oczekiwań. Tempo filmu jest dobre, a aktorzy – może nie z najwyższej półki, ale nie przeszkadzają w oglądaniu “Błękitnej głębi”.
Przeczytaj też:
Lubisz przygody na tropikalnych wyspach? Koniecznie sprawdź moją książkę „Bezdech tropików”.
Przekonaj się też, jak wygląda kwestia bezpieczeństwa w Dominikanie.


