Już się przyzwyczaiłem, że pod tak mocno brzmiącymi tytułami zwykle kryje się niewiele. Nie ma w nich zazwyczaj ani strachu, ani nawet głębi. A jednak postanowiłem spróbować i zobaczyć, co z tego będzie. Może chociaż… brodzić będę w płyciźnie trwogi w całej tej “Głębi strachu”?

I cóż, przyznam szczerze, że początek mnie zaskoczył. Przede wszystkim dobrą atmosferą, nie w sensie sielankowości, a poczucia zagrożenia, niebezpieczeństwa. Od początku coś złego się dzieje i nie trzeba tutaj pokazywać hordy przerażających kreatur, by widz czuł realne napięcie. Wystarczy bliżej nieokreślona, ale realna groźba, że wydarzy się coś złego – tym można chwycić widza w swoje sidła i przykuć jego uwagę. Czymś, czego widz wyczekuje, choć nie ma pewności czy to w ogóle wystąpi. A jeśli nastąpi to: w którym momencie i w jakim natężeniu. Tak jak ma to miejsce na początku “Głębi strachu”.

Takie podejście do kina grozy przypadło mi do gustu. Zresztą, momentami czułem się tutaj “jak w domu”, bo atmosfera przypominała mi momentami uwielbianego przeze mnie “Obcego”. Niestety, wraz z upływem czasu, twórcy oddalają się od tego schematu i zaczynają coraz bardziej eksponować to, co według nich powinno widza przerażać najbardziej – makabryczne bestie z głębin. I o ile ich wygląd jest rzeczywiście rodem z horrorów, o tyle sens ich istnienia na Ziemi zdaje się nienaturalny, jakby nie miały sensownego umocowania w biosferze naszej planety, pomimo iż pochodzą z jej najgłębszych otchłani. Zdaje się to, mówiąc wprost, nie mieć racji bytu. Racjonalnego wytłumaczenia. Owszem, niekoniecznie o to chodzi w tego typu filmach, aby wszystko było realistyczne. Ale też żeby poczuć dreszczyk emocji zwanej strachem, osobiście potrzebuję choć trochę wiarygodności. Jakiegoś pomostu między znaną mi rzeczywistością, a sferą “nienaturalną”. I tego pomostu przestało mi w pewnym momencie brakować.

Generalnie film ma ciekawą atmosferę i zaczyna się mocnym kopnięciem. Z czasem jednak tempo spada, atmosfera uchodzi bez większego echa… a wraz z tym zanika klimat, który od początku był najsilniejszą stroną tej produkcji. Lecz “był”, forma przeszła, to niestety na pewnym etapie seansu prawidłowe określenie.


Przeczytaj też:

Rzuć okiem na mapę recenzji, na której znajdziesz m.in. recenzje książek i filmów, oznaczone według miejsca, na terenie którego toczy się akcja danego dzieła.