Todo canta en el Valle luminoso
que a cantar me enseñó con su armonía;
desde el hondo, volcánico reposo
hasta el vivo trajín de la bahía.
Emeterio Gutiérrez Albelo “Icod” (fragment sonetu)
Wszystko rozbrzmiewa w świetlistej Dolinie,
co wpoiła mi jak śpiewa harmonia;
od spokoju w wulkanicznej głębinie
po rozgwar co tętni z zatoki łona.
Tłumaczenie: Tomasz Merwiński
Hiszpański poeta urodzony 20 sierpnia 1905 roku w Icod de los Vinos, niejaki Emeterio Gutiérrez Albelo, doskonale opisał okolice swojego macierzystego miasteczka. W sonecie swym jednak nie zdradził tego, skąd pochodzi nazwa miejscowości. A przecież jest ona mieszanką, która zdaje się opowiadać nieco o historii tego miejsca, o jego kulturowej mieszance. Oto bowiem “icod” zdaje się pochodzić z języka guanczów, pierwotnych mieszkańców Teneryfy, a oznaczać może “ogień”, czy też “palenie”. Jakże doskonale by się wpisywało to w wulkaniczną przeszłość i charakter wyspy. Dalsza część nazwy miejscowości to już ”naleciałość” hiszpańskich kolonizatorów, bowiem to oni chętnie uprawiali tu winorośl i produkowali z nich napoje alkoholowe – stąd pochodzić ma część nazwy “vinos”. Tak oto łącznie otrzymujemy Icod de los Vinos, niewielką miejscowość położoną w północno-zachodniej części Teneryfy. Przyciągającej turystów nie jednak swoją historią, a raczej naturą. Szczególnie jedną konkretną atrakcją, która spokojnie sobie tu rośnie od wielu, wielu lat.



Tysiącletnie Smocze Drzewo. Teneryfa endemiczna
Jeśli ktoś zastanawia się, jakie posiada Icod de los Vinos atrakcje – w pierwszej kolejności na myśl powinna mu przyjść ta jedna konkretna nazwa – Smocze Drzewo. Teneryfa, czy nawet precyzyjniej: Icod de los Vinos zdaje się mieć monopol na przyciąganie turystów tym konkretnym gatunkiem drzew, choć przecież nie jest to jedyne miejsce, gdzie ono występuje. Aczkolwiek faktem jest, że dracena smocza (Dracaena draco) jest rośliną endemiczną dla Wysp Kanaryjskich i Madery, czyli to jest jej ojczyzna. A ten tutaj konkretny okaz nie tylko przypisany jest do Teneryfy, ale ma też swoje imiona: El Drago, Drago Milenario, bądź też nazywany jest Drago de Icod de los Vinos. I, wbrew pozorom, niekoniecznie musi mieć 1000 lat, gdyż co do wieku tego drzewa nie ma żadnej pewności. Jedni badacze wskazywali nawet na 2500 lat, inni na “tylko” 300, ale bez wątpienia jego pień pamięta grubych kilka setek lat wstecz. I tworzy charakterystyczny kształt, dzięki czemu, bez względu na to, jak bardzo jest stare drzewo, Teneryfa ma tutaj swój własny symbol.

Icod de los Vinos – atrakcje stworzone przez człowieka
Symbol ów – Smocze Drzewo Teneryfy – doskonale widać z pobliskiego placu – Plaza de Andrés de Lorenzo Cáceres. A i sam plac jest ciekawym miejscem do odwiedzenia, bo oprócz usytuowanych tu kilku popiersi hiszpańskich bohaterów, których nazwiska raczej niewiele powiedzą Polakowi, oprócz alejek drzew, tworzących przyjemny cień do spacerów w upale, znajdziemy również Kościół San Marcos (Iglesia de San Marcos), którego przeszłość sięga roku około 1500. Choć pierwotnie znajdowała się tutaj niewielka pustelnia, dziś mamy tu do czynienia z charakterystyczną architekturą o prostej fasadzie, gdzie nad całością dominuje wieża dzwonnicza. Co ciekawe, kościół ten przetrwał tragiczny pożar z 2 maja 1798 roku, który pochłonął ponad 20 budynków w okolicy, takich jak ratusz, spichlerz, rzeźnia, czy więzienie.




Na tym jednak nie powinniśmy poprzestawać, jeśli chodzi atrakcje Icod de los Vinos, bowiem po miasteczku warto się przespacerować choć krótką chwilę. Można tu natrafić na kilka urokliwych uliczek, czy po prostu na plac otoczony historyczną zabudową. Jeśli ktoś lubi zwiedzać, może odwiedzić lokalną motylarnię, w której znajduje się około 800 motyli z różnych części świata. Nie jest więc to “natura Teneryfy”, ale jeśli ktoś lubi tego typu atrakcje… Można się też udać do Casa del Plátano, czyli Domu Bananów. Do miejsca, w którym można z bliska poznać przemysł bananowy (jakkolwiek to brzmi). A nawet zakupić bananowe produkty.

San Marcos (Icod de los Vinos po sąsiedzku)
Na południe od Icod de los Vinos, właściwie po sąsiedzku, znajduje się San Marcos, które nie może poszczycić się takim symbolem Teneryfy, jakim ma sąsiad z północy. Ale można tu zajrzeć, jeśli ktoś chce poszukać tutejszych piramid. Z wąskiej drogi pomiędzy plantacjami bananów można dostrzec charakterystycznie poukładane kamenie, tworzące swego rodzaju kształt – piramidę właśnie. Nie jest to, rzecz jasna, jedyna piramida na Teneryfie, ani najbardziej znana, ale właściwie w tym samym stylu, co inne… I tak jak inne, wbrew pozorom, nie mają setek czy tysięcy lat historii za sobą. Wiele bowiem wskazuje na to, że są to twory raczej XIX-wieczne, a nie tak jak sugerował to norweski etnograf Thor Heyerdahl, że mają one pochodzenie prekolumbijskie. Tak, czy inaczej – może to być swego rodzaju atrakcja Teneryfy, na którą przy okazji można rzucić okiem.


A już będąc w San Marcos, dlaczego nie zajrzeć do znajdującego się tuż nieopodal kościoła? Niewielkiego, urokliwego, położonego na wybrzeżu Atlantyku, w cieniu palm, pod słońcem Wysp Kanaryjskich. W końcu tu jest bliżej do oceanu. Do zatoki, której gwar można usłyszeć, jak w sonecie “Icod”, którego autorem jest wspomniany we wstępie Emeterio Gutiérrez Albelo.
Przeczytaj też:
Naturalne atrakcje Teneryfy to nie tylko tysiącletnie smocze drzewo, ale i szlaki takie jak Roque de Taborno czy też szlak wokół wulkanu Chinyero.


