Współpraca reklamowa z Audioteka
Nowa Zelandia – jakże odległa kraina, która jawi się jako coś magicznego (chyba szczególnie po kinowej trylogii „Władcy pierścieni”), jako coś tajemniczego, nieuchwytnego wręcz… A Violetta Zdulska próbuje przed czytelnikiem odsłonić tę tajemnicę i opowiedzieć o niej więcej. Sprawić, że będzie ona niemal namacalna, na swój sposób uchwytna. Oto jej „Nowa Zelandia. Tam, gdzie Kiwi tańczy hakę”.

Mógłbym powiedzieć, że wszystko lub prawie wszystko, co Violetta Zdulska napisała o Nowej Zelandii mnie zaskoczyło, że wszystko byłoby nowością… ale też muszę przyznać, że zbyt wiele o tym kraju wcześniej nie wiedziałem. Miałem pewne wyobrażenia. Imaginacje. Jak się okazuje, nie zawsze trafne. I to nierzadko w bardzo „podstawowych” sprawach, jak chociażby budownictwo, które w Nowej Zelandii okazuje się być daleko w tyle, jeśli chodzi o jakość wykonania, niż to, z czym mamy do czynienia w Polsce. Ale oczywiście jest też wiele innych rzeczy, które Nowa Zelandia ma „lepsze”, co przyciąga każdego roku nowych potencjalnych mieszkańców tego kraju, aby tu przybyli. Albo przynajmniej podróżników, którzy o zwiedzeniu tego odległego kraju marzą. Choć nie o takie standardowe zwiedzanie zabytków tu chodzi – Nowa Zelandia nie ma bogatej historii i związanych z nią artefaktów, ale ma za to różnorodną, piękną naturę. I to ona tworzy magię tego kraju.
Z racji, że to była moja pierwsza książka o Nowej Zelandii, jaką pochłonąłem, wszystko lub prawie wszystko było dla mnie nowością. Ale jestem też skłonny pokusić się o stwierdzenie, że również dla osoby, która ma już pewną wiedzę o tym kraju, niejedna rzecz okaże się w tej książce choćby małą niespodzianką. Tak, czy inaczej mi się ta lektura podobała.
Przeczytaj też:
Sprawdź również recenzje innych książek o tym rejonie świata, czyli książki o Australii oraz innej książki o Oceanii.


