Czy to rzeczywiście były “Jej ostatnie wakacje”? Fakt: zniknęła, a policja na Malcie uznała to za samobójstwo, choć przecież nie znaleziono ciała. Jedyne, co pozostało to ślady krwi nad urwiskiem i porzucone rzeczy w hotelu. Jednakże jej matka nie uwierzyła w śmierć swojej ukochanej córki i nie pogodziła się z oficjalną wersją wydarzeń. Posłała więc, pod naciskiem, jeśli nawet nie pod przymusem, swoją drugą córkę, na poszukiwania prawdy. Na odkrywanie faktów. Ta musi się jednak podczas tego prywatnego dochodzenia zmierzyć rzeczywistością, jaką są nieobliczalni ludzie, którzy mają swoje tajemnice…

Ale kto faktycznie jest niebezpieczny dla otoczenia? Czy Jenna rzeczywiście nie żyje? Czy aby to na pewno było samobójstwo, a nie morderstwo? A jeśli jednak to drugie, to kto to zrobił i dlaczego? W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania siostra Jenny, podstarzała nauczycielka Fran, rusza na obóz prowadzony przez ludzi, którzy być może są odpowiedzialni za tę tragedię. Kobieta musi więc stanąć twarzą w twarz właśnie z tymi osobami, by wydobyć z nich upragnione informacje. By wydobyć z nich prawdę. Jednak zanim do niej się dokopie, czytelnika czeka kilka mniej lub bardziej zaskakujących zwrotów akcji. Czasem nawet tych “bardziej”. Choć nie zmieniają one faktu, że ogólnego kształtu tragicznych wydarzeń (i ich finału) można się domyślić ze znacznym wyprzedzeniem. Owszem, po drodze czytelnik będzie wodzony przez Autorkę i sprowadzany na manowce, może nawet nieco pobłądzić pomiędzy różnymi teoriami i alternatywnymi wersjami zdarzeń, bez poczucia pewności, która jest najbardziej prawdopodobna. Ale za to z ciągłą myślą, gdzieś z tyłu głowy, jak to się zapewne zakończy…

“Jej ostatnie wakacje” czyta się jednak w napięciu, a czytelnik ma prawo obawiać się o losy Fran. Chce też upewnić się, co stało się z Jenną. Czy w trakcie dochodzenia siostrę zaginionej nie spotka jakieś nieszczęście? Czy prawda wyjdzie na jaw, czy jednak nadal będzie skrzętnie ukrywana przez tych, którym najbardziej na tym zależy? Ale komu na tym, tak właściwie, zależy? Co się, tak po prawdzie, tutaj wydarzyło? Jest to całkiem przyjemna lektura, rzekłbym że taka mieszanka kryminału z powieścią obyczajową, gdzie akcja toczy się powoli, przeplatana jest wspomnieniami i teraźniejszością, dzięki czemu kolejne fakty są odpowiednio dawkowane. Nie pozwalają one jednak czytelnikowi własnoręcznie prowadzić śledztwa i próbować dociec faktów. Te musi mieć podane przez Autorkę na tacy, dopiero wtedy jest w stanie zamknąć wątki, które na to czekają.


Przeczytaj też:

Cześć akcji tej książki dzieje się na terenie Zjednoczonego Królestwa. Zobacz, co o podróżach po Wielkiej Brytanii napisałem ja.