“Masakra w Jersey Shore” (reż. Paul Tarnopol)

Takich filmów nie kręci się “na serio”, ani nie ogląda się ich “na serio”. Tak przynajmniej mi się wydaje. Bo one “z góry” nie zapowiadają się jako poważne produkcje. To właśnie dlatego “na serio” nawet nie podchodziłem do tej budżetowej produkcji.

Dystans w podejściu to tego dzieła oczywiście mocno pomaga. Człowiek nie musi się irytować niskich lotów grą aktorską (o ile w ogóle grą aktorską można to nazwać) i towarzyszącą temu (jeszcze niższych lotów) fabułą. Z drugiej strony, oprócz bycia horrorem, to miała być także komedia. Może więc jest to tutaj zamierzony zabieg, może jest to właśnie pewien rodzaj poczucia humoru? Bez wątpienia specyficzny. Nie wywołujący spazmów śmiechu, nie skręcający kiszek… co najwyżej czasem można się uśmiechnąć. Z zażenowania.

Ten film nie ma w sobie nic, co możnaby uznać za zachęcające do obejrzenia go. Golizna? Jest tyle znacznie lepszych filmów epatujących golizną, że z pewnością można wybrać lepiej. Obecność Rona Jeremyego, znanego niegdyś aktora porno? Bez wątpienia jest to jakaś ciekawostka, ale czy podrzędny i rzadko widziany na ekranie bohater może być kuszącym kęsem? Ten film nie ma sobą zbyt wiele do zaoferowania. No, chyba że ma lecieć w tle, w czasie przygotowywania obiadu lub ćwiczenia na siłowni. Bo przynajmniej nie trzeba się na nim mocniej skupiać. Bo i tak nic się nie straci, a w międzyczasie przynajmniej robi się coś pożytecznego.


Przeczytaj też:

A może interesują Cię inne recenzje filmów lub książek z różnych części świata? Sprawdź mapę recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *