„Mroczny turysta”

Zaintrygowany tytułem programu podróżniczego – “Mroczny turysta” – postanowiłem odkryć, czy za tytułem tym kryje się to, co sobie w pierwszej chwili z nim skojarzyłem, a nawet wręcz wyobraziłem. Czy znajdę tam to, czego w głębi ducha zacząłem niecierpliwie wyczekiwać? Czy znajdę tam to, co wydawało mi się niezwykle interesujące, pomimo swych przerażających korzeni? Czy jest to ciekawa, klimatyczna podróż wypełniona wizytami w miejscach okrytych złą sławą, przesiąkniętych wręcz tajemniczą atmosferą grozy? W miejscach naznaczonych różnej maści tragediami, a nawet śmiercią? W miejscach na wskroś mrocznych…?

No cóż, rzeczywistość nie zawsze okazuje się tak kolorowa, jak byśmy tego chcieli, czy jak to sobie wcześniej wyobrażaliśmy. Choć w tym przypadku, oczekując czegoś właśnie mrocznego – raczej powinienem powiedzieć, że rzeczywistość nie okazała się rysowana w tak czarnych barwach, jak może to sugerować tytuł serii. Co prawda dla Davida Farriera – nowozelandzkiego dziennikarza prowadzącego ów program – otaczająca go rzeczywistość momentami wydaje się nie tylko kontrowersyjna, ale wręcz do szpiku kości przerażająca… widz jednak tego uczucia nie podziela. A przynajmniej nie ma prawa podzielać. Głównie dlatego, że na ekranie nie widać nic, co mogłoby podnieść ciśnienie krwi, przyspieszyć bicie serca, czy wzbudzić podziw wobec odwagi prowadzącego. Nie, tam nie ma nic a nic strasznego.

Przejdźmy do konkretów. Jeśli prowadzącego przeraża, że w większym, oficjalnym, w żaden sposób nie ukrywanym w lesie wydarzeniu historycznym udział bierze rekonstruktor wojenny ubrany w mundur SS (przy czym ów niderlandzki rekonstruktor zarzeka się, że nie ma nic wspólnego z nazistowską ideologią) to powinna nam się zapalić lampka ostrzegawcza. Bo co w tym przerażającego? I niestety, im bardziej zagłębiamy się w program, tym większy czujemy zawód. Nowozelandzki dziennikarz zdaje się bowiem trafiać do miejsc, o których nie ma większego pojęcia, poza obiegowymi opiniami tu i ówdzie zasłyszanymi lub pobieżnie wyczytanymi w internecie. Gdy David wjeżdża do Fukushimy, nawet nie próbuje prostować głupstw opowiadanych przez jedną z uczestniczek tej wycieczki. Rzekome “niewpuszczanie turystów do Czarnobyla, gdzie jest niższe promieniowanie niż w Fukushimie” jest tak wyssanym z palca stwierdzeniem, że aż strasznym… To znaczy strasznym z tego względu, że zawodowy dziennikarz w programie skupiającym się na takich miejscach nie jest w stanie zweryfikować takiej informacji i w odpowiedni sposób skomentować ją dla widza. Wręcz przekazuje nieświadomemu widzowi treści w takiej formie, w jakiej je otrzymuje, pozwalając tym samym rozpowszechniać nie tylko mity, ale czasem wręcz wierutne bzdury. A całość dopełnia chociażby wpadanie w panikę przy bezpiecznym dla zdrowia i życia poziomie promieniowania, tylko dlatego, że w tę panikę wpadł inny uczestnik wycieczki… Ale czego oczekiwać po Davidzie Farrierze, którego przerażają nawet eksponaty muzealne (może kontrowersyjne, ale nadal to tylko eksponaty), czy też historie, które w wielu miejscach świata są pewnego rodzaju codziennością?

Nie znalazłem tu tego, czego oczekuję po dobrym programie podróżniczym. David nie komentuje prezentowanych obrazów w błyskotliwy sposób, nie odkrywa przed widzem nic intrygującego, nie wciąga go w mroczny świat ekstremalnych podróży, nie daje poczuć tej atmosfery, którą zapowiada tytuł programu. David co najwyżej poddaje się dziwnej, sztucznie napompowanej atmosferze grozy… którą czuje chyba tylko on. Nie prostuje bzdur, nie wyjaśnia nieścisłości, nie wyciąga na światło dzienne ciekawych faktów.

Miało być fascynująco, a są jedynie ciekawe miejsca, które przedstawione są w sposób nieziemsko słaby. Prowadzący nie odrobił lekcji na temat tych miejsc i występujących tam zjawisk, wydaje się być nieprzygotowanym, zarówno merytorycznie, jak i psychicznie do wizyt w miejscach, które aż tak przerażające nie są, jak wskazywałyby momentami jego reakcje. Krótko mówiąc: zmarnowany ogromny potencjał bardzo ciekawego pomysłu na fascynujący w moim mniemaniu temat. Mówiąc jeszcze krócej: najgorszy telewizyjny program podróżniczy, jaki dotychczas oglądałem. Serio.


Przeczytaj też:

Zamiast „Mrocznego turysty” więcej emocji dostarczy Ci mój tekst: „Na (nie)bezpiecznej powierzchni Jupitera”. Ale może warto rozważyć generalnie zobaczenie tekstów, w których opisuję miejsca wpisujące się w szeroko pojęty urbex.

6 thoughts on “„Mroczny turysta”

  1. jak dla mnie to sztuczne budowanie napięcia, jeśli teza nie jest poparta dowodami, a całość to tylko snucie teorii to takie coś to dla mnie tylko strata czasu

  2. Bardzo rzadko oglądam tego typu programy i czasem mam wrażenie, że dużo przez to tracę. Tu widzę, że nie straciłam niczego.

  3. Brak emocji i porywających chwil to jedno, ale mnie najbardziej przeraża nierzetelne przekazywanie informacji. Część widzów się zastanowi nad tym co ogląda, ale niestety dużo większa część będzie wszystko „łykać jak pelikan”. Przez wyolbrzymianie pewnych kwestii, ale też nie tłumaczenie kultury, w której „badacz” się znajduje powoduje się utrwalenie stereotypów. A jak wiemy obce, niezrozumiałe bardzo często staje się złe i budzące strach.
    Jako osoba z chęcią oglądająca dokumenty i dowiadująca się o obcych kulturach czuję się mocno zawiedziona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *