Robert Dugoni „Brudna sprawa”

Wybierając się na urlop w czasach pandemii koronawirusa trzeba podjąć szereg niełatwych, lecz nadzwyczaj istotnych decyzji. Jedną z takich decyzji musi być… odpowiedni dobór literatury na wolne chwile, podczas których można się zagłębiać w przygody bohaterów literackich. A z racji, że sytuacja na świecie jest w ostatnich miesiącach tak dynamiczna, że trudno przewidzieć, w którym kierunku się ona rozwinie, nierzadko z nagłymi zmianami dosłownie z dnia na dzień, postanowiłem wybrać książkę grubszą niż robiłem to zwykle (oczywiście w kontekście urlopu). Bo nie wiem, kiedy nie zamkną mnie w czterech ścianach na dłużej. A dotychczas wyglądało to tak, że na urlopach zwiedzałem, podróżowałem, wędrowałem, nie mając zbytnio czasu na czytanie. Stąd też niekiedy 100 stron okazywało się aż nadto.

Tym razem jednak wybór padł na kilkuset stronicową “Brudną sprawę” Roberta Dugoniego. Oraz na urlop w Grecji.

Myślisz zapewne: cóż za dziwne zestawienie! Posępne, deszczowe Seattle z nieustannie rosnącą przestępczością pochłaniane przeze mnie prosto z kart powieści podczas, gdy będę leżał pod słońcem Rodos. No cóż, może po prostu zapragnąłem równowagi dla planowanych, radosnych, wakacyjnych przygód? Tak, żeby październikowy powrót do Polski nie był dla mnie zbyt dużym szokiem i zawodem? No dobra, przejdźmy jednak do samej książki – czy ona nie będzie dla mnie zbyt dużym szokiem i zawodem (choć nie miałem wobec niej jakichś specjalnych oczekiwań).

Zacznijmy od fabuły. “Brudna sprawa” to kryminał z tego gatunku, w którym od początku wiemy, co się wydarzyło “tego feralnego wieczoru”. Jeśli więc liczymy, że wraz z detektywami będziemy powoli poznawać scenę zbrodni to możemy czuć się zawiedzeni. Nie znaczy to jednak, że nie będziemy tu odkrywać niczego, a wręcz przeciwnie – wokół głównej sprawy, na bazie której została zbudowana fabuła książki Dugoniego, jest wiele niewyjaśnionych wątków, które to już wyjaśnienia wymagają. A że w sprawę zamieszane jest również wojsko, można spodziewać się, że nie wszystkie karty będzie tak łatwo odsłonić, a i może dojść do manipulowania przy dowodach. Szczególnie, jeśli zaczniemy sobie zadawać kolejne nurtujące nas pytania. Kto stoi za mordercą? Jakie były motywy? Kto jeszcze jest w to zamieszany? I tak oto padającymi odpowiedziami (lub ich brakiem) uzupełniamy układankę zbrodni.

Tu dochodzimy do sedna. Nie, nie do rozwiązania sprawy, bo nie zamierzam zdradzać treści fabuły, a szczególnie jej zakończenia. Sednem jest natomiast to, czy książkę tę czytało się w takiej formie dobrze, czy też niekoniecznie. Przyznam zatem wprost, bez zbędnego przeciągania – “Brudną sprawę” czytało mi się świetnie! Być może to zasługa takiej, a nie innej konstrukcji fabularnej, być może to zasługa lekkiego języka, a być może też to zasługa fachowości i skrupulatności, z jaką autor podchodzi do zagadnień kryminalnych i prawniczych (a ma w tym względzie osobiste doświadczenie). Ale nie bez znaczenia jest też tutaj klimat zbudowany na kartach powieści oraz sami bohaterowie. Ci ostatni – nader realistyczni, bo Dugoni zadbał u nich o wszystko, co powinna mieć prawdziwa istota ludzka. Zadbał więc nie tylko o wygląd, o estetykę zewnętrzną bohaterów, ale i o przypisane do każdego z nich cech wewnętrznych, cech charakteru, osobliwych i specyficznych dla nich zachowań… wszystko to tworzy “prawdziwych ludzi”, a nie kolejnych sztucznych książkowych bohaterów.

Wspomniane przeze mnie elementy doprowadziły w efekcie do jednego. Pomimo ciągłej aktywności na urlopie – zwiedzania, pływania, jeżdżenia, pomimo wielu godzin spędzonych w ruchu, książkę chłonąłem z tak ogromną przyjemnością, że przeczytałem ją “przedwcześnie”. Bo czytało się ją tak dobrze, wciągała w swój świat tak mocno, że nie tylko sięgałem po nią w wolnej chwili, ale wręcz ochoczo szukałem tych właśnie wolnych chwil, aby przeczytać kolejnych kilka stron. By poznać dalsze dzieje tej intrygującej historii. I kiedy dotarłem do końca… nagle zrobiło mi się smutno, że ten koniec właśnie nastąpił. A przecież przede mną było jeszcze kilka dni urlopu…

Na szczęście miałem w plecaku jeszcze jedną książkę. Ale to już nie było to samo.


Przeczytaj też:

Jeśli lubisz literaturę nawiązującą do różnej maści spraw kryminalnych to możesz zerknąć na moją recenzję książki „Uprowadzone” Moniki Siudy. Jeśli natomiast interesuje cię rozwiązywanie różnej maści spraw, również tych z nieco odleglejszej przeszłości, sprawdź czy warto obejrzeć dokument „Iwan Groźny z Treblinki”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jeśli chcesz dodać komentarz, wpisz wszystkie cyfry (arabskie, rzymskie lub ilość kropek) widoczne na poniższych grafikach. *