200 kilometrów i 3 godziny. Oto odległość i czas dzielący Hawanę od Doliny Viñales położonej na terenie prowincji Pinar del Río. W górach Sierra de los Órganos.
Dużo? Niedużo? Podróż mija szybko, mimo że pogoda za szybą autobusu straszy deszczem i chmurami. Lecz co to za groźba w kraju, w którym codzienne problemy bywają znacznie większe niż to, że można nieco zmoknąć podczas spaceru między majestatycznymi skałami. Właściwie żadna, więc i się nią nie przejmuję. Wręcz nie mogę się doczekać wizyty w tej jakże pocztówkowej dolinie – bez względu na pogodę.

Dolina Viñales. Valle de Viñales
Choć do Viñales przyklejona jest domena “doliny”, to jednak najpiękniejsze jest w niej to, co wznosi się w górę. A są to mogoty, czyli majestatyczne ostańce krasowe, które tworzą niezwykły krajobraz tej części Kuby. Niesamowite skały, wyglądające jak swego rodzaju kopuły o stromych zboczach, pnących się wysoko ponad płaszczyznę wspomnianej doliny. Choć niektórzy ponoć w skałach tych dopatrują się kształtów innych, bardziej finezyjnych, niż gigantyczne czasze. Widzą w nich coś mniej geometrycznego lub chaotycznego, a bardziej coś przypominającego żywe istoty, jakby zaklęte w kamieniu… Ja dostrzegałem przede wszystkim piękno. Po prostu piękno natury. Jak z pocztówki.


Dolina Viñales to pierwszy, lecz i nie ostatni punkt podczas mojej kubańskiej podróży, będący dowodem na to, jak niezwykłą wyspą jest właśnie ta największa spośród wszystkich wchodzących w skład archipelagu Wielkich Antyli. Jak wiele atutów ona posiada i jak bardzo powinna przyciągać wzrok i serca turystów z całego świata. Jednak nie robi tego “tylko” z jednego względu – przez sytuację polityczną i społeczną w tym kraju. Dzięki rewolucji, która rządzi tu od dziesiątek lat. I owych rządów odpuścić nie chce, choćby niewiadomo jak bardzo sypał się kraj, jego architektura, infrastruktura, gospodarka, a wreszcie i społeczeństwo. I choć wydawać by się mogło, że miejsca takie, jak Viñales polityka omija, to jednak pamiętać należy, że jest to ważny ośrodek produkcji tytoniu. Jednego z coraz węższego grona produktów, z jakich Kuba dziś żyje. Słynnych kubańskich cygar, z którymi nie rozstawała się ikona kraju – Fidel Castro, a na których wytwarzaniu rękę trzymają jego kontynuatorzy zasiadający w obecnym socjalistycznym rządzie.


Na szczęście krajobraz Doliny Viñales okazał się wytrzymalszy niż gospodarka kraju. Choć przecież uformował go proces destrukcyjny – długa, powolna, lecz niszczycielska erozja, która “rozpuściła” co słabsze skały, odsłaniając masywne cielska skał tych znacznie wytrzymalszych. Tworzących tym samym dziś pofałdowany krajobraz okolicy.
Można więc oto podziwiać tu wspomniane mogoty z różnych perspektyw. Z tarasów widokowych lub z dróg ciągnących się pomiędzy skałami. Pieszo lub z rowerowego siedziska. Zza szyby autobusu, bądź z grzbietu konia. Ten ostatni dał mi szansę poczuć się jak ranczer, a może raczej plantator doglądający owoców swojej znojnej pracy. W świetle upalnego słońca, które właśnie przegoniło chmury i zawisło wysoko na niebie. Sprawiając, że Dolina Viñales przybrała estetykę jeszcze bardziej pocztówkową.


Mural de la Prehistoria
W kontekście owoców pracy wymowna wydaje się jedna z atrakcji nierzadko wymienianych przy opisywaniu terenów doliny Viñales. Chodzi o wielki Mural de la Prehistoria stworzony przez Leovigildo Gonzáleza Morillo na jednej ze specjalnie przygotowanych do tego celu ścian na boku mogota. “Wspaniały” rewolucyjny czyn z początku lat 60 XX wieku, który miał przykuwać uwagę obrazem pokazującym ewolucję życia – od ślimaków (czyżby amonity?), przez dinozaury, aż po… ludzi. Wymownie chyba namalowanych czerwoną farbą, by podkreślić, że to szczyt ewolucji – człowiek socjalistyczny. Patrząc jednak na prosty, żeby nie użyć określenia “prostacki” styl artystyczny, ale i mając z tyłu głowy obecną jakość gospodarki Kuby – w ów “szczyt ewolucji” aż ciężko uwierzyć. To raczej jakaś wyboista, zła droga, która skręca nie tam gdzie trzeba na mapie ludzkiej historii. Ale może to tylko moja interpretacja, niekoniecznie właściwa.

No cóż, Fidelowi Castro widocznie się podobało – zarówno artystycznie, jak i gospodarczo. Aczkolwiek trzeba przyznać – rozmachu tutaj odmówić nie można, bowiem farby musiało iść na to “dzieło” sporo. Mamy tu wszak do czynienia z wielkim obrazem o wysokości 120 metrów oraz szerokości 160 metrów. Z obrazem narażonym na warunki atmosferyczne, erozję, a więc i ubytki farby, które należy regularnie uzupełniać. By mogły nieustannie cieszyć oczy “zachwyconych” turystów. Choć tych w ostatnim czasie raczej zbyt wielu na Kubie nie ma.


Cueva del Indio – Jaskinia Indian
Znacznie ciekawszym obiektem do zwiedzenia na terenie Doliny Viñales jest Jaskinia Indian, znana tutaj z języka hiszpańskiego, jako Cueva del Indio. Co prawda nie znajdziemy w niej np. dawnych indiańskich malowideł mieszkającego tu niegdyś plemienia Tainów, ale jej wnętrze wypełnia mnóstwo ciekawych formacji skalnych, które można podziwiać w sztucznym świetle lamp lub latarek. Z badań archeologicznych wiadomo jednak, że Tainowe tutaj mieszkali i z jaskini korzystali jako ze schronienia, choćby w trakcie sezonu huraganowego. Choć wraz z upadkiem pierwotnej społeczności, już po przybyciu europejczyków, Cueva del Indio została zapomniana… a odkrył ją tutejszy rolnik dopiero w roku 1920. Dlatego dziś można ją zwiedzać – częściowo pieszo, a częściowo łodzią motorową, bo jaskinia na pewnych odcinkach zalana jest wodą.





Plantacja tytoniu w Viñales
Jak wspomniałem wcześniej – Dolina Viñales słynie z produkcji tytoniu, który się tutaj pielęgnuje od ziarenek, poprzez wzrost do cennych liści, aż poprzez ich zbiór, selekcję, suszenie… i wreszcie po zwijanie cygar, które następnie za całkiem solidne kwoty sprzedawane są turystom. No bo co innego przywieźć z Kuby, jeśli właśnie nie cygaro? Takie, jak palił rewolucyjny symbol wyspy – Fidel Castro. Przede wszystkim właśnie to… cygaro i rum. No chyba, że ktoś prowadzi zdrowy tryb życia.


Warto jednak wiedzieć, że tytoń to nie tylko pewien symbol znany szerszej publice pod postacią zawiniątka tlącego się w ustach Winstona Churchilla czy Fidela Castro. To przede wszystkim roślina, która na myśl powinna przywodzić pierwotnych mieszkańców Kuby – Tainów. To oni setki lat temu opiekowali się tą rośliną i to u nich Europejczycy po raz pierwszy zobaczyli, że taki “cud natury” w ogóle istnieje. W końcu mówi się, że hiszpańskie słowo “tabaco”, oznaczające właśnie tytoń, wywodzi się z języka Tainów. Warto jednak przy tym wiedzieć, że w prekolumbijskiej Ameryce, tytoń był szeroko znany i stosowany, nie tylko jako używka do palenia, ale i żucia, jedzenia, czy nawet do wyrabiania medykamentów na różne przypadłości. Europejczycy przyswoili tę dla nich dziwną, magiczną, czy nawet szatańską pierwotnie kulturę znacznie później. Kiedy już się z nią wystarczająco oswoili.

Aż wreszcie na nowo odkryli złowrogie moce tytoniu. Tym razem nie diabelskie, lecz zdrowotne – pod postacią nowotworu, któremu sprzyja wdychanie tytoniowego dymu.

Na koniec…
Dolina Viñales była dla mnie łaskawa. Przegoniła deszcz, by zaoferować mi palące słońce. Użyczyła grzbietu swojego spokojnego wierzchowca, bym mógł przemierzać jej drogi. Zaprowadziła do jaskini dawnych mieszkańców wyspy, bym miał szansę zobaczyć niezwykłe formacje skalne. Pokazała artystyczną fanaberię Fidela Castro. A wreszcie pozwoliła po raz pierwszy w życiu spróbować prawdziwie kubańskiego cygara.


Jednak przede wszystkim pozostawiła niesamowite wspomnienia z tego przepięknego miejsca, jakby wyjętego z pocztówki lub folderu turystycznego. I zarazem smutne poczucie, że kraj ten dusi się nie od tytoniowego dymu, nie od nadmiaru turystów, lecz od chorej polityki rządu, który mocno trzyma swoje społeczeństwo za gardło. Choć ja chyba powinienem się cieszyć? W końcu nie musiałem się dzięki temu przepychać między tłumem głośnych i irytujących turystów…
Przeczytaj też:
Poznaj inne ciekawe miejsca na Karaibach, jak chociażby Park Narodowy Los Haitises w Dominikanie, czy też majańskie ruiny Muyil w Meksyku.


