Współpraca reklamowa z Audioteka
Nadbagaż zwykle nie kojarzy się nam z czymś przyjemnym, bo nie dość, że z większym ciężarem do taszczenia to jeszcze… z dodatkowymi opłatami. Szczególnie na lotniskach. Michał Rusinek postanawia jednak odczarować to słowo i swoim „Nadbagażem” nieco rozweselić czytelnika. Zbiorem podróżnych felietonów, które pokazują, że podróże choć bywają trudne, to mogą też przynieść odrobinę wesołych doświadczeń.

I w rzeczy samej tak jest: mamy tu do czynienia z licznymi opowieściami z przymrużeniem oka. Przy czym może nie same opowieści są potraktowane z przymrużeniem oka (patrz: nie są opowiedziane w krzywym zwierciadle), co po prostu przedstawione sytuacje faktycznie takie były bez dodatkowego ubarwiania – krzywe, zaskakujące, nietypowe (a czasem i typowe), a wreszcie i wesołe. Nawet jak nie wybuchniesz śmiechem to się chociaż uśmiechniesz. Uśmiechniesz się poznając historyjki dotyczące różnych części świata, różnych kultur, w tym i naszej ojczystej.
Żeby nie było jednak zupełnie kolorowo, mogę „Nadbagażowi” zarzucić kilka kwestii. Po pierwsze, nie zawsze opowieści Rusinka dotyczą… podróży. Czasem nijak do podróży mógłbym pewne historie przyrównać, co gryzie mi się z podtytułem książki, który brzmi „czyli felietony podróżne”. Po drugie, mam poczucie, jakbym w książce tej miał do czynienia nie z dłuższymi, głębiej opisującymi problematykę felietonami, co raczej z krótkimi anegdotami. Pozostawiającymi czasem niedosyt pod tytułem „i co było dalej?” czy też „no i jak to się wyjaśniło?”. Czasem opowieści te, w moim odczuciu, są urwane i niedokończone, brakuje im większego wyjaśnienia, czy kontekstu, który dla Autora może jest zrozumiały, bo osobiście przeżył i zna te historie, ale dla czytelnika już niekoniecznie. Niekiedy brakuje 2-3 zdań dopełnienia, które u czytelnika wywołałyby potwierdzające „achaaa…”.
Generalnie jednak „Nadbagaż” to lekka lektura, choć tytuł wydaje się ciężki. Brnie się przez nią szybko i przyjemnie, bo właściwie cały czas uśmiechając się do opowiadanych historii. Z historii, które niekiedy wydają się jakby znajome i bliskie osobom, które podróżować lubią. Ale czasem po prostu mamy „w drodze” te same doświadczenia lub podobne spostrzeżenia. I podobnie jak podróż, tak i kolejne opowieści w “Nadbagażu” trochę męczą. A może nie tyle one same, co to ich nagłe urywanie, gdy chciałoby się więcej.
Przeczytaj też:
Jeśli serio chcesz dowiedzieć się więcej o nadbagażu, to zerknij do mojego tekstu „Nadbagaż – fakty i mity”.
Dowiedz się również, czy plecak to bagaż podręczny.


