Wyraźnie odczuwalne podmuchy od północy przywiały chmury, które zawisły nad miasteczkiem, ewidentnie grożąc mu deszczem, ale jednocześnie jakby nie mając wystarczająco odwagi, aby nim ostatecznie lunąć. Widocznie pogoda jedynie straszyła. Choć nie odstraszała. Ani mnie od zwiedzania, ani dziesiątków turystów, którzy skupiali się przede wszystkim na brzegu, w okolicach naturalnych basenów, z których Garachico słynie i które ludźmi były wypełnione niemal po brzegi. Pomimo tego, że przebywanie w nich groziło nieprzyjemną kontuzją na chropowatej, być może nawet i ostrej powierzchni “ścian” tych basenów, gdyby kimś wzburzone fale rzuciły na owe powulkaniczne tamy. A, jak wspomniałem, wiało solidnie, więc i fale były równie solidne.
Ale czego nie robi się dla kąpieli w niecodziennym naturalnym basenie Teneryfy?




Garachico: historia wielu początków
Na chwilę przenieśmy się jednak do przeszłości – nawet bym rzekł, że do początków. Choć nie do aż tak głębokich początków, nie do czasów, gdy w burzliwych procesach geologicznych rodziła się Teneryfa i kształtowało się wybrzeże wyspy, gdyż to, co ciekawego w Garachico możemy dostrzec dziś – zrodziło się znacznie później. Włącznie z naturalnymi basenami.


Zacznijmy jednak od guanczów, pierwotnych mieszkańców wyspy. Według ich ustnych przekazów, a zebranych przez pierwszego kronikarza wyspy – hiszpańskiego duchownego, jakim był Alonso de Espinosa – to właśnie w tej okolicy miało rozpocząć się osadnictwo pierwszych przybyszów na Teneryfę. Zresztą, dowodów na najdawniejsze zamieszkiwanie ludzi w tej właśnie okolicy zdają się dostarczać badania archeologiczne, wszak w okolicznej jaskini Cueva de los Guanches znaleziono najstarsze na to dowody na Wyspach Kanaryjskich, a datowane na VI wiek p.n.e.

Trudno jednak mówić, aby dawna osada była spadkobiercą współczesnego Garachico, dlatego też tutaj należy opowiedzieć o kolejnym początku. Tym razem: hiszpańskim. Bowiem po podboju wyspy przez najeźdźców z kontynentu, niejaki Cristóbal de Ponte, genueński bankier żydowskiego pochodzenia, założył w 1496 roku pierwszą “wersję” tego europejskiego miasteczka. “Pierwszą”, gdyż i ono było zmuszone w kolejnych latach zmieniać się, jednak nim do tego doszło, najpierw stanowiło ważny na wyspie port. To tu ładowano cukier i wino na statki, które następnie wysyłano do Europy lub do Ameryki. Nie bez powodu więc rozwijało się Garachico, przyciągało ludzi i inwestycje – choćby zamek San Miguel, czy później konwenty franciszkanów, dominikanów czy też augustynów. Jednak w 1646 roku natura w wyraźny sposób przypomniała o sobie, że ma ona istotne znaczenie na Teneryfie, na kształt wyspy i życie na niej. Wówczas to osunęła się tutaj ziemia, która pochłonęła życie 100 osób i zatopiła 40 łodzi. Ogromna tragedia.


Później nie było łatwiej. Oto bowiem 5 maja 1706 roku wybuchł wulkan Trevejos, znany też jako Arenas Negras, a jego erupcja trwała 40 kolejnych dni. Destrukcyjnych dni, gdyż natura w ten sposób doprowadziła do zniszczeń w wielu okolicznych miejscowościach, najwięcej jednak w samym Garachico. Niemal doszczętnie pochłaniając tę miejscowość, choć nie zabijając przy tym żadnego z jej mieszkańców. Tu, co ciekawe, należy wspomnieć o kolejnym „początku”. To właśnie ta erupcja utworzyła tutejsze naturalne baseny, znane jako El Caletón. Jednocześnie był to koniec świetności Garachico, którego znaczna część znalazła się pod wulkanicznym żywiołem, w tym m.in. arcyważny dla lokalnej gospodarki port. Wówczas to transport morski zaczął korzystać z infrastruktury w Puerto de la Cruz.



Naturalne baseny Garachico
Historię powstania basenów w Garachico właściwie już opowiedziałem. To wybuch wulkanu Arenas Negras z 1706 roku spowodował, że formacje te pojawiły się u wybrzeży Garachico, a dziś przyciągają tak wielu turystów. Warto może jednak dopowiedzieć sobie, jak dokładniej się to odbywało. Mianowicie, rozpalona lawa spływała po zboczach Teneryfy i docierała tu do zimnych wód oceanu. Tworząc zapewne niezwykły spektakl, w którym fale Atlantyku w styczności z rozpaloną magmą w mgnieniu oka potrafiły zmieniać się w buchające obłoki pary wodnej. Ale też z drugiej strony, powstrzymywały one lawę, schładzając ją, aż ta krzepła przybierając różne fantazyjne kształty, które tworzą dziś niecki będące naturalnymi basenami. W nich gromadzi się oceaniczna woda, która choć częściowo osłonięta jest od wpływu fal Atlantyku, dzięki czemu w miarę spokojnie można się w nich kąpać. Choć nadal trzeba mieć baczenie na sztormowe uderzenia fal, gdyż te mogą być groźne dla przebywających w ich objęciach pływaków.


Inne atrakcje w Garachico
Pomimo działania niszczycielskich sił natury, w Garachico nadal można to i owo pozwiedzać. Do najbardziej urokliwych miejsc miasteczka należy bez wątpienia jego rynek, wokół którego skupiają się atrakcje Garachico – zabytkowe budowle, które cieszą oczy. Aż trudno zdecydować, na której z konstrukcji zatrzymać spojrzenie, można rozglądać się dookoła, dosłownie kręcąc się wokół siebie, za każdym razem mając przed sobą inny piękny miejski krajobraz. I tak nieustannie naokoło, aż zakręci się w głowie… A jest tu: Iglesia de Nuestra Señora de los Ángeles, Convento de San Francisco, Casa de Piedra, Kościół św. Anny (Parroquia de Santa Ana), którego wieża dominuje nad dachami miasteczka, Plac Wolności (Plaza de la Libertad) z rzeźbą Simóna Bolívara, czy też Casa del Marqués de L Quinta Roja. Ale na dobrą spraw nie musimy znać nazw oglądanych budynków, wystarczy że będziemy potrafili docenić ich urok po prostu się im bacznie przyglądając. I to w zupełności wystarczy, by cieszyć się zwiedzaniem Garachico i jego atrakcji.







Kolejny kawałek historii Garachico znajdziemy za kościołem św. Anny, w niewielkim parku. Tam to znajdziemy Bramę Lądową (Puerta de Tierra), która jest pozostałością dawnego portu, który tu funkcjonował przed zniszczeniem go przez erupcję wulkanu. Dziś stoi tu jako pamiątka po dawnej zabudowie, jako symbol minionej ważności portu dla gospodarki wyspy. Ale też jako symbol wytrwałości mieszkańców, którzy przetrwali pomimo czyhającej na nich złowrogiej niekiedy natury.

Kolejnym, lepiej zachowanym zabytkiem z czasów świetności Garachico, jest niewielki XVI-wieczny zameczek – Castillo San Miguel. Stoi on na brzegu, tuż przy naturalnych basenach, niegdyś strzegąc miasta od strony oceanu. Będąc niemym świadkiem zagrożenia, które w 1706 roku przyszło od lądu. Niemal dosłownie: z głębi lądu.

Swego rodzaju atrakcją Garachico jest również Roque de Garachico, niewielka 5-cio hektarowa skalista wysepka leżąca około 300 metrów od miasteczka. Długa na 284 metry i szeroka na 169 metrów, a wznosząca się na około 70-80 metrów w górę przyjmuje na siebie impet części oceanicznych fal. Pozwalając im roztrzaskać się o swoje brzegi i dokonywać na niej powolnych zniszczeń. Wszak jest to formacja wulkaniczna złożona z bazaltowych strumieni, która łączyła się niegdyś z resztą lądu, ale została odizolowana od Teneryfy w wyniku morskiej erozji.


Na zwiedzanie Garachico warto wybrać się po prostu w formie spaceru. Przechadzając się po jego uliczkach, zachwycając się jego historycznymi budowlami i łapiąc słońce na placach otoczonych dawną architekturą. O ile słońce akurat będzie, w końcu to północ Teneryfy, gdzie pogoda bywa nieco bardziej kapryśna niż na południu wyspy. Warto też przespacerować się do górnej części miasteczka, położonej bardziej już na zboczach górskich, niż nad brzegiem, by stamtąd podziwiać całkiem ładną panoramę na ten tętniący niegdyś życiem główny port Teneryfy. A dziś przyciągający turystów swymi naturalnymi basenami.
I oby tak zostało jak najdłużej. Nikt nie chce, by Garachico znów coś pochłonęło.
Przeczytaj też:
Będąc na Teneryfie zobacz również Icod de los Vinos lub wybierz się na trekking wokół Roque de Taborno.


