Współpraca reklamowa z Audioteka
Obok książek Vincenta V. Severskiego kręciłem się wielokrotnie, ale za każdym razem odczuwając trudności w ostatecznym sięgnięciu po którykolwiek z jego tytułów. Aż przyszedł taki dzień, w który podjąłem twardą, męską decyzję. Decyzję o tym, że czas na “Zamęt”.

A “Zamęt” to literatura szpiegowska, nie jednak na poziomie Jamesa Bonda, gdzie wszyscy o legendarnym szpiegu słyszeli, a akcja naszpikowana jest wybuchami, strzelaninami, pościgami… Tu, jak się zdaje, fabuła jest stricte szpiegowska. Trzeba nawiązać z kimś kontakt, należy znaleźć do kogoś dojście, wyciągnąć informację, sięgnąć po czyjąś pomoc, ale i samemu uważać na własne “tyły” – wszystko w cieniu wielkiej polityki, z dala od fleszów i kamer. No chyba że mówimy o kamerach szpiegowskich. Vincent V. Severski sięga tu po “sprawdzone” w życiu realnym wątki, jak Talibowie porywający Polaka, obce służby maczające swoje palce w Rzeczpospolitej, czy wewnątrzkrajowe rozgrywki polityczne, które rodzimym służbom mają zaszkodzić, oczywiście pod płaszczykiem dobrych zmian. Nie ma więc tu typowo bondowskiej akcji, ale i tak dzieje się sporo. Ciekawie skonstruowani bohaterowie są narażeni na liczne niebezpieczeństwa, przemierzają różne kraje w poszukiwaniu śladów, rozwiązań i natrafiając na kolejne problemy. Całość, choć długa, pochłania się całkiem szybko.
Jak wspominałem na początku, do książek Vincenta V. Severskiego podchodziłem “jak pies do jeża”. A gdy już do pierwszej podszedłem… sprawnie i bez zbędnego ociągania pochłonąłem 3 tomy jednej serii. Kibicując głównym bohaterom, trzymając za nich kciuki i obawiając się, że coś się im stanie. Bo przecież walczyli o bezpieczeństwo Polski! Jak to się jednak skończyło – tego już warto osobiście dowiedzieć się z “własnoręcznej” lektury.
Przeczytaj też:
Jeśli jednak wolisz poznawać Polskę mniej szpiegowską… to zobacz Hel zimą oraz wyrusz dookoła Jeziora Złotnickiego.


